Idąc do Tary,miałam głowę w chmurach,wszystko chodziło mi po mojej głowie.Gdy doszłam do jej mieszkania,zapukałam,a po chwili głowa Tary wydostała się zza drzwi
-hej,jesteś w końcu wszyscy na ciebie czekamy,Justin chciał po ciebie już iść-zaśmiała się,a ja z nią
-o to dobrze,że przyszłam-zachichotałam,a po chwili weszłam do środka,razem z Tarą poszliśmy do salonu gdzie wszyscy czekali,no oczywiście na mnie
-ej Justin,twoja połówka się znalazła-powiedziała krzykiem Tara,gdy Justin mnie zobaczył szybko podniósł się z kanapy i podbiegł do mnie,obejmując mnie,a jego usta zbliżały się do moich,gdy smakuje jego ust,czuje się jak w niebie,tak dosłownie,jego wargi delikatnie przejechały po moich wargach,a po chwili jego język dominował z moim.Jego dłonie pieściły moje pośladki,przybliżając mnie bliżej jego ciała,moje powieki zamknęły się z przyjemności,którą czułam w tej chwili,przy nim czuję się taka bezpieczna i kochana.
-oj dobra skończcie gołąbeczki to mizianie,bo zazdroszczę ci-powiedziała Tara,która przerwała nam,obydwoje odsunęliśmy się od siebie,rumieniąc się
-o-okej-przeciągnęłam,klaszcząc w dłonie-to co robimy?-spytałam
-wiemy jedno,wasza czwórka zgłosiła się do tańca,więc musicie się przygotowywać,żeby obciachu nie było z Miley i Molly,bo przecież one nie umieją tańczyć-powiedziała Tara,wiedziałam,że w tej chwili zrobię sobie wielki obciach,nigdy nie tańczyłam tańca towarzyskiego,a co dopiero tanga
-to ja z Molly zaczniemy-zaproponował Richie,Molly podeszła do chłopaka,a Tara włączyła im muzykę,przy której chcą tańczyć.Ja usiadłam na kanapie obok Justina,uważnie przyglądałam się Molly i Richiemu,tak szczerze?,to Molly od razu załapała ten taniec.Nerwowo zaczęłam obgryzać paznokcie
-nie denerwuj się,to nie konkurs,po prostu musimy po trenować i będzie dobrze-wyszeptał mi do ucha
-mam nadzieję-odpowiedziałam z grymasem
-teraz wy-powiedziała Tara,wstałam z wielką ciężkością,podeszłam do Justina,który czekał na mnie,zagryzłam nerwowo wargę i stanęłam przed nim
-proszę cię,nie prowokuj mnie-zaśmiał się szatyn
-czym cię prowokuje?-spytałam
-po prostu nie zagryzaj wargi,bo nie wytrzymam tego ciśnienia-zaśmiał się,a ja już wiedziałam,co on ma na myśli,wybuchłam śmiechem
-a może ja chcę cię prowokować mój ty misiaczku-powiedziałam tajemniczo,przejeżdżając dłonią koło jego członka
-bo zaraz nie...-zatrzymał się
-słuchaj,a tak w ogóle jestem zła-powiedziałam marszcząc brwi,Justin z ciekawością spytał
-na co?
-na ciebie,po co nas zapisałeś?-spytałam wkurzona
-he,kochanie nie martw się,nauczysz się tańczyć-powiedział dumny
-ty nas zgłosiłeś,a nawet się mnie nie spytałeś,co ja o tym myślę-powiedziałam piskliwym głosem
-przepraszam-uśmiechnął się,gdy nagle włączyła się muzyka,moje nogi były,jak z waty-zaufaj mi-powiedział pocieszająco-udowodnijmy,jak się kochamy-zamknęłam oczy,po czym je otworzyłam,Justin dawał mi skazówki,było niesamowicie,czułam,że wokół nas nikogo nie ma,tylko ja i Justin,nasze oczy były wpatrzone tylko w siebie,a ruchy ciała same poruszały się w rytmie muzyki.Szatyn uniósł moje ciało niczym piórko,po czym postawił mnie na przeciw siebie,tak,że dotykaliśmy swoich warg,czułam jego oddech na swoich wargach,ten jego miętowy oddech,przychyliłam szyje,a już wargi Justina pieściły ją,odruchowo moja noga,zgięła się,szatyn przejechał,swoją dłonią,po niej,sprawiając,że dostałam gęsiej skórki,głośno jęknęłam,po czym nasze oczy ponownie się spotkały,a muzyka ucichła,a nasze klatki piersiowe unosiły się w szybkim tempie,nagle usłyszeliśmy klaski,naszych przyjaciół,obydwoje odwróciliśmy się w ich stronę
-woow,brawa!-krzyknął Jack
-a mówiłaś,że nie umiesz-powiedziała z grymasem Molly,zaśmiałam się
-przy takim tancerzu jak Justin,od razu się nauczysz-powiedziałam,puszczając oczko szatynowi
-a przy takiej seksownej piękności,wiesz co robić,by było gorąco-powiedział chichocząc,podchodząc do mnie obejmując w tali i całując po karku,co sprawiło,że poczułam chęć...o Boże,niee!
-okej-przeciągnęłam.szybko odchodząc od Justina,podbiegłam do drzwi wyjściowych
-co robisz?-spytała Molly
-do domu-powiedziałam,ubierając na siebie kurtkę
-już?
-tak,muszę coś załatwić-odpowiedziałam szybko.Oczywiście kłamiąc,chodzi mi o Justina,za bardzo mnie nakręcił i muszę się uspokoić
-pójdę z tobą-zaproponował szatyn,który podszedł do mnie i Molly,nie mogłam przestać na niego patrzeć...przy nim nie potrafię oddychać,pierwszy raz takie coś mi się zdarzyło
-niee...sama pójdę,nie martw się,zostań i baw się dobrze-powiedziałam dając mu buziaka w policzek,mój oddech samą mnie przerażał,a co dopiero Justina,który zauważył moje speszenie-to ja idę-powiedziałam otwierając drzwi.Szłam do domu,myśląc o moim zachowaniu przy Justinie,gdy z nim zatańczyłam,poczułam taką ochotę aby go dotykać,całować.Pragnęłam,żeby on mnie dotykał.Nagle poczułam czyjeś dłonie na mojej tali i wiedziałam czyje one są,szybko odskoczyłam,odwracając się w stronę Justina
-co tutaj robisz?-spytałam lekko speszona
-coś mnie dręczyło,a właściwie ty-powiedział przyglądając mi się uważnie
-jaa...czemu?-spytałam jeszcze bardziej skrępowana niż przed chwilą.Co mam mu niby powiedzieć?Że tak go pragnę?,odpada,wyjdę na jakąś psychiczną
-dziwnie się zachowujesz,widzę to,powiedz co się stało,uraziłem cię?
-niee,absolutnie nie,tylko mam własny problem-powiedziałam
-jaki?-spytał,zbliżając się do mnie,szybko cofnęłam się do tyłu,tak aby nie czuć jego bliskości
-niee...-przeciągnęłam-nie zbliżaj się-powiedziałam zakłopotana
-dlaczego?,o co ci chodzi?,nie rozumiem,nie kochasz mnie?
-kocham,ale...-nie potrafiłam skończyć
-ale co?,powiedz mi
-niee...bo wyjdę na idiotkę,albo jakąś psychiczną.Justin ja samej siebie teraz nie rozumiem-powiedziałam przygnębiona,zauważyłam ławeczkę i usiadłam na niej,a Justin usiadł obok mnie
-jeśli coś cię dręczy,przecież możesz mi powiedzieć jesteśmy parą,kochamy się i mówimy sobie wszystko-powiedział wspierająco
-bo ja,nie wiem...pierwszy raz takie coś odczuwam i nie wiem,czy dobrze robię w taki sposób myśląc o tobie-powiedziałam patrząc mu w oczy
-w jaki?-spytał spokojnie
-każdy twój ruch,działa na mnie jak coś do skuszenia.Gdy mnie dotykasz brakuje mi powietrza.Nigdy nie zwracałam na to,takiej uwagi,a teraz pragnęłabym,żebyś mnie dotykał,całował-powiedziałam
-to nie jest nic złego,ja też tak mam w stosunku do ciebie,nawet nie wiesz,jaką sprawiłaś mi radość tymi słowami.Rzadko kiedy dziewczyna,mówi to co czuje do ukochanej osoby,dlatego to czyni cię wyjątkową i jedyną panią mojego życia-powiedział,patrząc mi w oczy i pieszcząc mój policzek-nawet nie wiesz jak cię pragnę
___________________________________________
Dość długo pisałam ten rozdział,ale go skończyłam :)
KOMENTUJCIE !!!
wtorek, 15 października 2013
niedziela, 6 października 2013
Rozdział 17 ♥-powinniśmy robić tak częściej
Dzisiaj wstałam wcześniej niż zwykle,w nocy nie potrafiłam zmrużyć oka jestem taka podekscytowana,tym,że dzisiaj wszystko się zmieni,ja i Justin będziemy mogli być razem,bez tajemnic.Szybko podniosłam się z łóżka i zaczęłam się szykować.Jedynie co chodziło mi po głowie,to,że chcę już zobaczyć go,przytulić się do jego ciepłej piersi,całować jego rozkoszne usta.Gdy ubrałam się i umalowałam,mogłam zejść na dół,zjeść śniadanie.Gdy weszłam do kuchni,przy stole siedzieli moi rodzice,którzy popijali prawie równocześnie swoje kawy,z uśmiechem na twarzy zasiadłam na moim miejscu
-hej rodzinko-powiedziałam,promieniując szczęściem
-cześć córeczko-powiedzieli równocześnie,na co wybuchliśmy wszyscy śmiechem-gotowa do szkoły?-spytał tata
-pewnie-odpowiedziałam,biorąc łyk gorącej herbaty
-wiesz,że zawsze chcę dla ciebie dobrze,ale powinnaś powiedzieć prawdę swoim przyjaciółką,jeśli nie powiesz,to twój związek z Justinem,nie wyjdzie-powiedział tłumacząc
-nie bój się tato,dzisiaj zamierzam im powiedzieć-powiedziałam uspokajając go,nagle do drzwi zadzwonił dzwonek
-otworzę-powiedziała mama,która ruszyła w stronę drzwi,gdy je otworzyłam,słyszałam jak rozmawia z kimś,pierwsze co mi przyszło do głowy,to albo Justin albo dziewczyny-Miley do ciebie-powiedziała wchodząc do kuchni,a za nią chłopak o nieziemskich oczach,mój Justin,szybko wstałam i podbiegłam do niego,wtulając się w jego pierś
-hej kotek-powiedział,wpijając się w moje usta,gdy ich tylko posmakowałam,przepełniła mną fala dreszczy i motylków w brzuchu,a jego miętowy oddech czułam na mych wargach.Gdy odkleiłam się od jego ust,zauważyłam jak moi rodzice się nam przyglądają
-no co?-spytałam,nie wiedząc o co im chodzi
-to takie piękne,że jesteście tacy szczęśliwi-powiedziała mama
-o-kej-powiedziałam,otwierając szerzej oczy,szybko chwyciłam moją torbę i wyszliśmy z mojego domu,szliśmy osobno i czułam się trochę nie zręcznie,gdy nawet nie złapiemy się za dłonie,ponieważ dalej wydaje mi się,że muszę wszystko ukrywać.Postanowiłam to zmienić,dzisiaj zrobię coś dla mnie i dla Justina,podeszłam do niego bliżej i chwyciłam jego dłoń,a chłopak uważnie spojrzał na mnie,gdy był świadomy co mam na myśli zarzucił swoją rękę za moją szyję i zbliżył mnie do siebie
-mówiłem ci,że cię kocham?-spytał z uśmieszkiem
-wiele razy-powiedziałam przez śmiech
-to powinienem jeszcze częściej,niż zwykle-powiedział również się chichocząc
-raz dziennie wystarczy-powiedziałam z uśmiechem,patrząc mu w oczy
-100-odpowiedział
-nie przesadzaj-oznajmiłam,nagle zauważyłam,że jesteśmy już pod szkołą,boję się!dzisiaj dzień prawdy,przecież prawda jest najważniejsza,nie mogę się jej bać,moja dłoń zacisnęła się w uścisku z dłonią Justina
-nie bój się,jestem z tobą-powiedział szepcząc mi do ucha,przytaknęłam,przełykając z ciężkością śliną.Weszliśmy do szkoły,a oczy gapiaków były skierowana na nas,dla nich to jest skandal,że Cyrus jest z Bieberem,bo przecież się nienawidzili,a tu nagle idą za rękę,szczęśliwi i zakochani.Gdy podeszliśmy pod naszą klasę,przyjaciele Justina do nas podeszli,szatyn przywitał się z nimi męskim uściskiem
-więc postanowiliście się nie ukrywać,myślę,że tak będzie dla was najlepiej-powiedział Richie
-też tak myślę,czekałam tylko,na to kiedy Miley będzie gotowa-oznajmił szatyn,dając mi buziaka w policzek-a jak było na randce z Molly?-spytał szatyn,szczerze?,to też byłam tego ciekawa
-było świetnie,tak szczerze to jesteśmy ze sobą,przez ten weekend nie tylko wy się dobrze bawiliście,ale my również poznaliśmy się bliżej,no i zaiskrzyło między nami-powiedział lekko się rumieniąc
-to świetnie,życzę wam szczęścia,tylko nie zrań jej,to moja przyjaciółka-powiedziałam ostrzegając,Justin i Richie chichotali,nagle zauważyłam,moje przyjaciółki,Molly była zdziwiona,że stoję przy Justinie,trzymając go za dłoń,tylko ona znała,mój mały sekret,Tara oniemiała złapała się za pierś i podbiegła do nas
-czy wy razem?-spytała zszokowana
-tak,jesteśmy z Justinem już od jakiegoś czasu-powiedziałam
-szczęścia-powiedziała przytulając mnie.Nie sądziłam,że to będzie takie proste,a że dziewczyny mnie zrozumieją,jestem szczęśliwa
-dzięki,a gdzie Kelly?-spytałam
-tu jestem-powiedziała ostro
-hej-powiedziałam
-widzę,że jesteś z tą męską kurwą-powiedziała,obserwując Justina,który rozmawiał z kolegami
-tak z tą męską kurwą i wiesz ja kocham tą męską kurwę-powiedziałam pewniej,w tej chwili całe szczęście które dzisiaj panowało we mnie,pękło,Kelly mnie wkurwiała i w tej chwili jestem wściekła na nią.
-mówię ci tylko,że jesteś pojebana,że z nim jesteś i skończysz marnie,mówię ci to,lepiej się wycofaj,albo będziesz cierpieć-powiedziała pewnie
-co ty możesz wiedzieć,kocham Justina i jestem z nim szczęśliwa,gdybyś była przyjaciółką życzyłabyś mi szczęścia-powiedziałam prawie krzycząc,nagle wszystkie oczy,skierowały się na mnie i Kelly
-jeśli z nim jesteś,nie jestem twoją przyjaciółką,a jeśli dalej chcesz się ze mną przyjaźnić to,albo on albo ja-powiedziała,stawiając mi ultimatum -wybieraj-oznajmiła,spojrzałam na Justina,który patrzył na mnie i słyszał wszystko co mówiłam z Kelly,tak jak i reszta
-dobrze!-krzyknęłam i podeszłam do Justina obejmując go-wybieram Justina,kocham go,a jeśli się kogoś kocha nie stawia się ultimatum,Tara i Molly są prawdziwymi przyjaciółkami,bo zrozumiały,to,że kocham Justina-powiedziałam pewnie,myślę,że dobrze zrobiłam,kończąc przyjaźń z Kelly,jeśli nie potrafi zaakceptować tego,że kocham Justina,to nie jest prawdziwą przyjaciółką,nagle zadzwonił dzwonek na lekcje,nasza nauczycielka otworzyła klasę,a wszyscy weszli do środka,na szczęście siedzę z Justinem i mogę być blisko niego,mieliśmy wychowawczą
-uczniowie,nie długo obędzie się konkurs taneczny,chciałabym,żeby z naszej klasy ktoś się zapisał,są chętni ?-spytała patrząc na wszystkich
-a jaki to konkurs taneczny?-spytał Richie
-towarzyski,wybieracie sobie partnera lub partnerkę,a jaki gatunek taneczny chcecie tańczyć wasza decyzja-odpowiedziała
-to ja chcę-powiedział Richie wstając
-dobrze,że jesteś chętny-powiedziała z uśmiechem-a partnerka?-spytała
-z Molly,zatańczymy salsę-powiedział z uśmiechem
-co?-spytała zaskoczona Molly-ja nie umiem tańczyć-powiedziała z przygnębieniem
-nauczymy się-uspokoił ją
-Ja i Miley też zatańczymy-powiedział Justin wstając z krzesła
-co?-spytałam przerażona,ja nie umiem tańczyć!,zabiję go!
-zatańczymy tango-odpowiedział
-świetnie-odpowiedziała nauczycielka
-ale je nie umiem tańczyć-powiedziałam również przygnębiona,teraz wiem,jak czuje się Molly,spojrzałam na nią i obydwie wiedziałyśmy co nas czeka
-kotek nauczę cię-oznajmił szatyn i usiadł z powrotem na krześle obok mnie
-teraz nie kotek!,zabiję cię!,ja nie umiem tańczyć,jestem kiepska,kiedyś chodziłam na balet i mnie wyrzucili-powiedziałam przygnębiona,łapiąc się za głowę
-ohh,aż taka kiepska jesteś,ale ze mną się nauczysz,pamiętaj,że tango to taniec miłości,a nam nie brak tego,jeśli dobrze pójdzie nauczysz się szybciej niż myślisz-powiedział uspokajając mnie
-mam nadzieję-powiedziałam łamiąco
-wiesz,jestem z ciebie dumny-powiedział szeptem
-dlaczego?-spytałam
-bo odważyłaś się,powiedziałaś prawdę,nie bałaś się,wiem,że przeze mnie nie przyjaźnisz się już z Kelly-powiedział,obwiniając się
-to nie twoja wina,zrozum,że cię kocham i chcę z tobą być,z każdym dniem kocham cię jeszcze bardziej niż ostatnio,to jest piękne-powiedziałam tłumacząc mu moje uczucia
-nawet nie wiesz,co dla mnie znaczą twoje słowa,teraz naprawdę wiem,że Bóg istnieje,bo dał mi taką kobietę jaką jesteś ty,tak długo czekałem na ciebie-powiedział,najchętniej bym go teraz pocałowała,ale to,że jesteśmy w szkole muszę się powstrzymać.Lekcje zleciały bardzo szybko,gdy zadzwonił ostatni dzwonek,razem z Justinem i naszymi przyjaciółmi wyszliśmy ze szkoły
-to co dzisiaj robimy?-spytał Jack
-umm...może dzisiaj gdzieś pójdziemy ?-spytałam
-taaak,dzisiaj mam wolną chatę,rodzice wrócą późno,więc możecie wybić do mnie-powiedziała podekscytowana Tara,wszyscy się ucieszyliśmy,zwróciłam uwagę na Richiego i Molly,którzy nie potrafili się od siebie odkleić
-hej! koniec tego całowania-powiedziałam,chcąc im przerwać,ale nagle poczułam czyjeś dłonie na mojej tali,szybko się odwróciłam i ujrzałam Justina
-ej,nie przeszkadzaj im,ja też chce-powiedział wpijając się w moje usta,oczywiście odwzajemniłam jego pocałunek,ja i Molly,całowałyśmy się z naszymi chłopakami,jednym kontem oka,zauważyłam,że Tara i Jack,nudzą się i chcieliby już iść
-dobra kończmy,bo Tara i Jack się nudzą-powiedziałam przez śmiech.Wszyscy rozeszliśmy się,ja i Justin poszliśmy w naszą stronę,szliśmy rozmawiając o wszystkim.Gdy doszliśmy pod mój dom,nie chciałam się żegnać z Justinem
-widzimy się u Tary-powiedziałam,chcąc iść do domu
-okej,to na razie-powiedział i ruszył odwracając się w stronę swojego domu,ja również ruszyłam w stronę drzwi od mojego domu,ale odwróciłam się,w stronę Justina
-Justin-krzyknęłam i pobiegłam w jego stronę,chłopak szybko się odwrócił,a ja wpiłam się w jego usta,gdy oderwałam się od jego ust,spojrzałam w jego oczy
-woow-sapnął- powinniśmy robić tak częściej-powiedział
-wiem,dobra widzimy się u Tary,pa misiek-powiedziałam i pobiegłam do domu.W domu zjadłam obiad i szybko zaczęłam się szykować,przebrałam się i poprawiłam makijaż,gdy byłam gotowa,zeszłam na dół,ubrałam buty i założyłam torbę na ramię
-mamo,ja idę do Tary-krzyknęłam
-idź i baw się dobrze-opowiedziała,szybko wyszłam z domu,ruszając do domu Tary,kiedy szłam,myślałam o wszystkim,raz się uśmiechałam,a raz smutniałam.Myślałam o słowach Kelly,która zagrażała mi,czy ona coś wie,czego ja nie wiem?
___________________________________________________
Pierwsze co chcę powiedzieć,to,że przepraszam,że tak długo czekaliście na ten rozdział,ale brakowało mi weny,wiedziałam o czym mam pisać,ale nie potrafiłam ując tego w słowa,ale teraz rozdziały będą częściej,zapowiadam,że mogą się pojawiać w każdy czwartek i piątek :) na Forever with you Justin również :). Jeśli zrobiłam jakiś błąd w pisowni,to z góry przepraszam.Prosiłabym o komentarze
KOMENTUJCIE !!
-hej rodzinko-powiedziałam,promieniując szczęściem
-cześć córeczko-powiedzieli równocześnie,na co wybuchliśmy wszyscy śmiechem-gotowa do szkoły?-spytał tata
-pewnie-odpowiedziałam,biorąc łyk gorącej herbaty
-wiesz,że zawsze chcę dla ciebie dobrze,ale powinnaś powiedzieć prawdę swoim przyjaciółką,jeśli nie powiesz,to twój związek z Justinem,nie wyjdzie-powiedział tłumacząc
-nie bój się tato,dzisiaj zamierzam im powiedzieć-powiedziałam uspokajając go,nagle do drzwi zadzwonił dzwonek
-otworzę-powiedziała mama,która ruszyła w stronę drzwi,gdy je otworzyłam,słyszałam jak rozmawia z kimś,pierwsze co mi przyszło do głowy,to albo Justin albo dziewczyny-Miley do ciebie-powiedziała wchodząc do kuchni,a za nią chłopak o nieziemskich oczach,mój Justin,szybko wstałam i podbiegłam do niego,wtulając się w jego pierś
-hej kotek-powiedział,wpijając się w moje usta,gdy ich tylko posmakowałam,przepełniła mną fala dreszczy i motylków w brzuchu,a jego miętowy oddech czułam na mych wargach.Gdy odkleiłam się od jego ust,zauważyłam jak moi rodzice się nam przyglądają
-no co?-spytałam,nie wiedząc o co im chodzi
-to takie piękne,że jesteście tacy szczęśliwi-powiedziała mama
-o-kej-powiedziałam,otwierając szerzej oczy,szybko chwyciłam moją torbę i wyszliśmy z mojego domu,szliśmy osobno i czułam się trochę nie zręcznie,gdy nawet nie złapiemy się za dłonie,ponieważ dalej wydaje mi się,że muszę wszystko ukrywać.Postanowiłam to zmienić,dzisiaj zrobię coś dla mnie i dla Justina,podeszłam do niego bliżej i chwyciłam jego dłoń,a chłopak uważnie spojrzał na mnie,gdy był świadomy co mam na myśli zarzucił swoją rękę za moją szyję i zbliżył mnie do siebie
-mówiłem ci,że cię kocham?-spytał z uśmieszkiem
-wiele razy-powiedziałam przez śmiech
-to powinienem jeszcze częściej,niż zwykle-powiedział również się chichocząc
-raz dziennie wystarczy-powiedziałam z uśmiechem,patrząc mu w oczy
-100-odpowiedział
-nie przesadzaj-oznajmiłam,nagle zauważyłam,że jesteśmy już pod szkołą,boję się!dzisiaj dzień prawdy,przecież prawda jest najważniejsza,nie mogę się jej bać,moja dłoń zacisnęła się w uścisku z dłonią Justina
-nie bój się,jestem z tobą-powiedział szepcząc mi do ucha,przytaknęłam,przełykając z ciężkością śliną.Weszliśmy do szkoły,a oczy gapiaków były skierowana na nas,dla nich to jest skandal,że Cyrus jest z Bieberem,bo przecież się nienawidzili,a tu nagle idą za rękę,szczęśliwi i zakochani.Gdy podeszliśmy pod naszą klasę,przyjaciele Justina do nas podeszli,szatyn przywitał się z nimi męskim uściskiem
-więc postanowiliście się nie ukrywać,myślę,że tak będzie dla was najlepiej-powiedział Richie
-też tak myślę,czekałam tylko,na to kiedy Miley będzie gotowa-oznajmił szatyn,dając mi buziaka w policzek-a jak było na randce z Molly?-spytał szatyn,szczerze?,to też byłam tego ciekawa
-było świetnie,tak szczerze to jesteśmy ze sobą,przez ten weekend nie tylko wy się dobrze bawiliście,ale my również poznaliśmy się bliżej,no i zaiskrzyło między nami-powiedział lekko się rumieniąc
-to świetnie,życzę wam szczęścia,tylko nie zrań jej,to moja przyjaciółka-powiedziałam ostrzegając,Justin i Richie chichotali,nagle zauważyłam,moje przyjaciółki,Molly była zdziwiona,że stoję przy Justinie,trzymając go za dłoń,tylko ona znała,mój mały sekret,Tara oniemiała złapała się za pierś i podbiegła do nas
-czy wy razem?-spytała zszokowana
-tak,jesteśmy z Justinem już od jakiegoś czasu-powiedziałam
-szczęścia-powiedziała przytulając mnie.Nie sądziłam,że to będzie takie proste,a że dziewczyny mnie zrozumieją,jestem szczęśliwa
-dzięki,a gdzie Kelly?-spytałam
-tu jestem-powiedziała ostro
-hej-powiedziałam
-widzę,że jesteś z tą męską kurwą-powiedziała,obserwując Justina,który rozmawiał z kolegami
-tak z tą męską kurwą i wiesz ja kocham tą męską kurwę-powiedziałam pewniej,w tej chwili całe szczęście które dzisiaj panowało we mnie,pękło,Kelly mnie wkurwiała i w tej chwili jestem wściekła na nią.
-mówię ci tylko,że jesteś pojebana,że z nim jesteś i skończysz marnie,mówię ci to,lepiej się wycofaj,albo będziesz cierpieć-powiedziała pewnie
-co ty możesz wiedzieć,kocham Justina i jestem z nim szczęśliwa,gdybyś była przyjaciółką życzyłabyś mi szczęścia-powiedziałam prawie krzycząc,nagle wszystkie oczy,skierowały się na mnie i Kelly
-jeśli z nim jesteś,nie jestem twoją przyjaciółką,a jeśli dalej chcesz się ze mną przyjaźnić to,albo on albo ja-powiedziała,stawiając mi ultimatum -wybieraj-oznajmiła,spojrzałam na Justina,który patrzył na mnie i słyszał wszystko co mówiłam z Kelly,tak jak i reszta
-dobrze!-krzyknęłam i podeszłam do Justina obejmując go-wybieram Justina,kocham go,a jeśli się kogoś kocha nie stawia się ultimatum,Tara i Molly są prawdziwymi przyjaciółkami,bo zrozumiały,to,że kocham Justina-powiedziałam pewnie,myślę,że dobrze zrobiłam,kończąc przyjaźń z Kelly,jeśli nie potrafi zaakceptować tego,że kocham Justina,to nie jest prawdziwą przyjaciółką,nagle zadzwonił dzwonek na lekcje,nasza nauczycielka otworzyła klasę,a wszyscy weszli do środka,na szczęście siedzę z Justinem i mogę być blisko niego,mieliśmy wychowawczą
-uczniowie,nie długo obędzie się konkurs taneczny,chciałabym,żeby z naszej klasy ktoś się zapisał,są chętni ?-spytała patrząc na wszystkich
-a jaki to konkurs taneczny?-spytał Richie
-towarzyski,wybieracie sobie partnera lub partnerkę,a jaki gatunek taneczny chcecie tańczyć wasza decyzja-odpowiedziała
-to ja chcę-powiedział Richie wstając
-dobrze,że jesteś chętny-powiedziała z uśmiechem-a partnerka?-spytała
-z Molly,zatańczymy salsę-powiedział z uśmiechem
-co?-spytała zaskoczona Molly-ja nie umiem tańczyć-powiedziała z przygnębieniem
-nauczymy się-uspokoił ją
-Ja i Miley też zatańczymy-powiedział Justin wstając z krzesła
-co?-spytałam przerażona,ja nie umiem tańczyć!,zabiję go!
-zatańczymy tango-odpowiedział
-świetnie-odpowiedziała nauczycielka
-ale je nie umiem tańczyć-powiedziałam również przygnębiona,teraz wiem,jak czuje się Molly,spojrzałam na nią i obydwie wiedziałyśmy co nas czeka
-kotek nauczę cię-oznajmił szatyn i usiadł z powrotem na krześle obok mnie
-teraz nie kotek!,zabiję cię!,ja nie umiem tańczyć,jestem kiepska,kiedyś chodziłam na balet i mnie wyrzucili-powiedziałam przygnębiona,łapiąc się za głowę
-ohh,aż taka kiepska jesteś,ale ze mną się nauczysz,pamiętaj,że tango to taniec miłości,a nam nie brak tego,jeśli dobrze pójdzie nauczysz się szybciej niż myślisz-powiedział uspokajając mnie
-mam nadzieję-powiedziałam łamiąco
-wiesz,jestem z ciebie dumny-powiedział szeptem
-dlaczego?-spytałam
-bo odważyłaś się,powiedziałaś prawdę,nie bałaś się,wiem,że przeze mnie nie przyjaźnisz się już z Kelly-powiedział,obwiniając się
-to nie twoja wina,zrozum,że cię kocham i chcę z tobą być,z każdym dniem kocham cię jeszcze bardziej niż ostatnio,to jest piękne-powiedziałam tłumacząc mu moje uczucia
-nawet nie wiesz,co dla mnie znaczą twoje słowa,teraz naprawdę wiem,że Bóg istnieje,bo dał mi taką kobietę jaką jesteś ty,tak długo czekałem na ciebie-powiedział,najchętniej bym go teraz pocałowała,ale to,że jesteśmy w szkole muszę się powstrzymać.Lekcje zleciały bardzo szybko,gdy zadzwonił ostatni dzwonek,razem z Justinem i naszymi przyjaciółmi wyszliśmy ze szkoły
-to co dzisiaj robimy?-spytał Jack
-umm...może dzisiaj gdzieś pójdziemy ?-spytałam
-taaak,dzisiaj mam wolną chatę,rodzice wrócą późno,więc możecie wybić do mnie-powiedziała podekscytowana Tara,wszyscy się ucieszyliśmy,zwróciłam uwagę na Richiego i Molly,którzy nie potrafili się od siebie odkleić
-hej! koniec tego całowania-powiedziałam,chcąc im przerwać,ale nagle poczułam czyjeś dłonie na mojej tali,szybko się odwróciłam i ujrzałam Justina
-ej,nie przeszkadzaj im,ja też chce-powiedział wpijając się w moje usta,oczywiście odwzajemniłam jego pocałunek,ja i Molly,całowałyśmy się z naszymi chłopakami,jednym kontem oka,zauważyłam,że Tara i Jack,nudzą się i chcieliby już iść
-dobra kończmy,bo Tara i Jack się nudzą-powiedziałam przez śmiech.Wszyscy rozeszliśmy się,ja i Justin poszliśmy w naszą stronę,szliśmy rozmawiając o wszystkim.Gdy doszliśmy pod mój dom,nie chciałam się żegnać z Justinem
-widzimy się u Tary-powiedziałam,chcąc iść do domu
-okej,to na razie-powiedział i ruszył odwracając się w stronę swojego domu,ja również ruszyłam w stronę drzwi od mojego domu,ale odwróciłam się,w stronę Justina
-Justin-krzyknęłam i pobiegłam w jego stronę,chłopak szybko się odwrócił,a ja wpiłam się w jego usta,gdy oderwałam się od jego ust,spojrzałam w jego oczy
-woow-sapnął- powinniśmy robić tak częściej-powiedział
-wiem,dobra widzimy się u Tary,pa misiek-powiedziałam i pobiegłam do domu.W domu zjadłam obiad i szybko zaczęłam się szykować,przebrałam się i poprawiłam makijaż,gdy byłam gotowa,zeszłam na dół,ubrałam buty i założyłam torbę na ramię
-mamo,ja idę do Tary-krzyknęłam
-idź i baw się dobrze-opowiedziała,szybko wyszłam z domu,ruszając do domu Tary,kiedy szłam,myślałam o wszystkim,raz się uśmiechałam,a raz smutniałam.Myślałam o słowach Kelly,która zagrażała mi,czy ona coś wie,czego ja nie wiem?
___________________________________________________
Pierwsze co chcę powiedzieć,to,że przepraszam,że tak długo czekaliście na ten rozdział,ale brakowało mi weny,wiedziałam o czym mam pisać,ale nie potrafiłam ując tego w słowa,ale teraz rozdziały będą częściej,zapowiadam,że mogą się pojawiać w każdy czwartek i piątek :) na Forever with you Justin również :). Jeśli zrobiłam jakiś błąd w pisowni,to z góry przepraszam.Prosiłabym o komentarze
KOMENTUJCIE !!
sobota, 14 września 2013
Rozdział 16 ♥-chcę żeby wszyscy wiedzieli,jak bardzo cię kocham
Dzisiaj wyjeżdżamy,jednak czas szybko leci,a te chwile były najpiękniejsze,czuję,że Justin stał się mi bliższy,kimś z kim mogłabym,żyć przez całe życie.Przy nim wszystko jest łatwiejsze,jest taki wrażliwy na słowa,taki ciepły i kochany.Pierwszy raz w życiu czułam się jakbym dotknęła nieba,to uczucie możemy do wszystkiego porównać,kiedy wrócę powiem Kelly prawdę,nie chce,żyć w kłamstwie,nie mogę już tego znieść,gdy patrzę na Justina,jak cierpi przeze mnie,serce mnie boli,bo jak mam wytrzymać,bez jego pocałunków?,nie da się tak.W tę noc,staliśmy się jednym,to o czym marzyłam,spełniło się,znalazłam mojego księcia,trzymać go za dłoń i podążać za nim.Pragnę mu towarzyszyć przez życie.Gdy byłam jeszcze małą dziewczynką zawsze marzyłam,o księciu,który przyjedzie na swoim rumaku i zabierze mnie z koszmaru,pokaże co to miłość,teraz wiem co to miłość.Gdy powoli szłam do łazienki,aby wziąć gorącą kąpiel,wzięłam moje ubranie i chwyciłam w dłonie,po czym znajdowałam się we wnętrzu łazienki,z ciągnęłam z siebie szlafrok i włączyłam ciepłą wodę,a po chwili,wannę zalewała woda,kiedy wanna była wypełniona wodą,zakręciłam kran,po czym weszłam do gorącej wody,wygodnie kładąc się w niej.Myślami nie byłam na ziemi,a raczej w niebie,nie potrafię zapomnieć tej nocy,dłońmi ocierałam moje ramiona,przypominając sobie wczorajszą noc,a po chwili czułam przechodzące dreszcze po moim ciele,uśmiech nie schodził z mojej twarzy,jestem taka szczęśliwa-Tylko ten Stary Mędrzec mógł wymyślić tę miłość,która przepełnia każdy kawałek mojego ciała.Każdy,bo dopiero się rodzę...Zaczynam istnieć i czuć.Coś takiego sobie wyobrażałam,coś podobnego.Ale to jest inne...Bo wyobraźnia nie może otworzyć wrót nieba.A one są dla mnie otwarte..Dziękuję Boże..Dziękuję,że dałeś mi tę miłość...-mówiłam,to co czułam,jak moje serce wariuje i skacze z radości,teraz wiem,że Bóg istnieje i modli się za mnie,czuwa nade mną...najpiękniejsze jest to,co mi dał,tą miłość,a za nią nie wiem jak mu podziękować...To miejsce było najcudowniejsze na Świecie,nie za pomnę,tych chwil spędzonych z Justinem,jak bardzo się przy mnie otworzył,a ja przy nim,gdy opowiadał mi o sobie,teraz wiem,co mogę trzymać w sercu,piękne wspomnienia...Tak bardzo go kocham,nie potrafię ująć to w słowa,ale tego się nie da,bo miłość nie ma granic..
Wykąpana wyszłam z łazienki,przed moim oczami ukazał się Justin
-dziękuję-powiedział przybliżając się do mnie
-za co?-spytałam,uśmiechając się
-za najwspanialszą noc na świecie,bardzo cię kocham-powiedział patrząc mi w oczy,a nasze usta po chwili się złączyły.Jego usta są magiczne,kocham ich dotyk
-to ja dziękuję-sapnęłam,gdy rozłączyłam nasze usta,szatyn uśmiechnął się i delikatnie przejechał dłonią po konturach mojej twarzy
-nie chcę wyjeżdżać,ale wiem,że musimy-powiedział lekko zdołowany
-wrócimy tu-powiedziałam pocieszająco
-mam nadzieję-uśmiechnął się,co odwzajemniłam
Po godzinie byliśmy spakowani i gotowi do wyjazdu,już mówiłam jak nie chcę wyjeżdżać?,ale nic na to nie poradzę,że musimy chodzić do szkoły.Obydwoje wsiedliśmy do samochodu,jeszcze raz,spojrzałam na to piękne miejsce i zapamiętałam je dokładnie,a po chwili ruszyliśmy.Przez dobrą godzinę nic nie mówiliśmy,a nasze usta,były pokryte szczęściem i radością,zaśmiałam się głośno
-co cię tak bawi?-spytał roześmiany szatyn
-nie wiem...może to,że jestem taka szczęśliwa-zachichotałam
-ja też-sapnął,a jego dłoń ułożyła się na moim udzie,na co drgnęłam zamykając oczy,Justin zachichotał i z powrotem patrzył na drogę.Podróż do domu minęła szybko,gdy podjechaliśmy pod mój dom,Justin wyciągnął moje rzeczy i zaniósł do domu,gdy wszystkie moje rzeczy były w domu,razem z Justinem zbliżyliśmy się do siebie
-będę tęsknił...zobaczymy się w szkol...-przerwałam mu,przykładając mu palec do ust
-może przyjdziesz po mnie i pójdziemy razem?-spytałam,podnosząc wyżej brwi
-naprawdę?-spytał
-tak-odpowiedziałam,a uśmiech na mojej twarzy nie schodził,z szatyna również,nagle poczułam,jak Justin podniósł mnie,a po chwili byłam w jego ramionach
-jesteś już gotowa,pokazać wszystkim,że się kochamy?-spytał tajemniczo
-TAK!-krzyknęłam przez śmiech-chcę żeby wszyscy wiedzieli,jak bardzo cię kocham-powiedziałam patrząc mu w oczy,a dłonią pieściłam jego policzek,po czym nasze usta złączyły się ze sobą,nagle poczułam równowagę pod nogami,dłoń szatyn pieściła moje pośladki,co sprawiło u mnie miliony motyli w brzuchu i dreszcze przyjemności,przechodzące przez moje ciało
-wiesz w co uwierzyłem,kiedy kochaliśmy się w domku?-spytał tajemniczo,wzruszyłam ramionami-że magia istnieje-powiedział,po czym cmoknął mój nos,zachichotałam
-Miley wracaj już do domu-krzyknęła przez okno moja mama
-zaraz będę-odpowiedziałam patrząc w okno,po czym odwróciłam się w stronę Justina
-jutro,okej?-spytałam dla pewności
-tak wiem,kocham cię-sapnął mi do ucha,na co drgnęłam,a szatyn ruszył w swoją stronę,a ja wbiegłam do domu,gdzie czekali na mnie moim rodzice
-i jak było?-spytali prawie równocześnie
-cudownie-powiedziałam marząco-lepiej być nie mogło-przeciągnęłam i usiadłam przy stole
-to między wami,jeszcze lepiej?-spytał tata
-i to bardzo-przegryzłam wargę,przypominając sobie,jak kochany i delikatny był Justin.Jak czułam się bezpieczna i gotowa dla niego wszystko zrobić
-zrobiliście to-powiedziała mama krzycząc z radości
-oszalałaś?!-splunęłam,przecież nie powiem mamie,że kochałam się z Justinem,prędzej powiem to Molly-po prostu bliżej się poznaliśmy-powiedziałam tupiąc nogę,po czym wstałam-nie chcę mi się z wami gadać idę spać-powiedziałam wbiegając do pokoju,walnęłam się na łóżko,a spod poduszki wyciągnęłam mój ukochany pamiętnik,od razu,otworzyłam go na pustą stronę i zapisałam,wszystko co przeżyłam przez te dwa dni KOCHAM GO JESZCZE MOCNIEJ,NIŻ PRZEDTEM...
TO PRZEZNACZENIE :D <3
Gdy zapisałam wszystko,odłożyłam go z powrotem pod poduszkę.Przebrałam się w piżamę i położyłam na łóżko,okrywając moje ciało ciepłą kołderką
BYŁO CUDOWNIE...
______________________________________________________
Przepraszam,że tak długo,ale szkoła i ciężko dodać w tygodniu,jutro będzie kolejny rozdział :))
Wiem,że rozdział jest nudny,ale jest dużo uczuć w nim Miley
kocham was,że jesteście ze mną i czekacie na nowe rozdziały <33
KOMENTUJCIE !!!!!
Wykąpana wyszłam z łazienki,przed moim oczami ukazał się Justin
-dziękuję-powiedział przybliżając się do mnie
-za co?-spytałam,uśmiechając się
-za najwspanialszą noc na świecie,bardzo cię kocham-powiedział patrząc mi w oczy,a nasze usta po chwili się złączyły.Jego usta są magiczne,kocham ich dotyk
-to ja dziękuję-sapnęłam,gdy rozłączyłam nasze usta,szatyn uśmiechnął się i delikatnie przejechał dłonią po konturach mojej twarzy
-nie chcę wyjeżdżać,ale wiem,że musimy-powiedział lekko zdołowany
-wrócimy tu-powiedziałam pocieszająco
-mam nadzieję-uśmiechnął się,co odwzajemniłam
Po godzinie byliśmy spakowani i gotowi do wyjazdu,już mówiłam jak nie chcę wyjeżdżać?,ale nic na to nie poradzę,że musimy chodzić do szkoły.Obydwoje wsiedliśmy do samochodu,jeszcze raz,spojrzałam na to piękne miejsce i zapamiętałam je dokładnie,a po chwili ruszyliśmy.Przez dobrą godzinę nic nie mówiliśmy,a nasze usta,były pokryte szczęściem i radością,zaśmiałam się głośno
-co cię tak bawi?-spytał roześmiany szatyn
-nie wiem...może to,że jestem taka szczęśliwa-zachichotałam
-ja też-sapnął,a jego dłoń ułożyła się na moim udzie,na co drgnęłam zamykając oczy,Justin zachichotał i z powrotem patrzył na drogę.Podróż do domu minęła szybko,gdy podjechaliśmy pod mój dom,Justin wyciągnął moje rzeczy i zaniósł do domu,gdy wszystkie moje rzeczy były w domu,razem z Justinem zbliżyliśmy się do siebie
-będę tęsknił...zobaczymy się w szkol...-przerwałam mu,przykładając mu palec do ust
-może przyjdziesz po mnie i pójdziemy razem?-spytałam,podnosząc wyżej brwi
-naprawdę?-spytał
-tak-odpowiedziałam,a uśmiech na mojej twarzy nie schodził,z szatyna również,nagle poczułam,jak Justin podniósł mnie,a po chwili byłam w jego ramionach
-jesteś już gotowa,pokazać wszystkim,że się kochamy?-spytał tajemniczo
-TAK!-krzyknęłam przez śmiech-chcę żeby wszyscy wiedzieli,jak bardzo cię kocham-powiedziałam patrząc mu w oczy,a dłonią pieściłam jego policzek,po czym nasze usta złączyły się ze sobą,nagle poczułam równowagę pod nogami,dłoń szatyn pieściła moje pośladki,co sprawiło u mnie miliony motyli w brzuchu i dreszcze przyjemności,przechodzące przez moje ciało
-wiesz w co uwierzyłem,kiedy kochaliśmy się w domku?-spytał tajemniczo,wzruszyłam ramionami-że magia istnieje-powiedział,po czym cmoknął mój nos,zachichotałam
-Miley wracaj już do domu-krzyknęła przez okno moja mama
-zaraz będę-odpowiedziałam patrząc w okno,po czym odwróciłam się w stronę Justina
-jutro,okej?-spytałam dla pewności
-tak wiem,kocham cię-sapnął mi do ucha,na co drgnęłam,a szatyn ruszył w swoją stronę,a ja wbiegłam do domu,gdzie czekali na mnie moim rodzice
-i jak było?-spytali prawie równocześnie
-cudownie-powiedziałam marząco-lepiej być nie mogło-przeciągnęłam i usiadłam przy stole
-to między wami,jeszcze lepiej?-spytał tata
-i to bardzo-przegryzłam wargę,przypominając sobie,jak kochany i delikatny był Justin.Jak czułam się bezpieczna i gotowa dla niego wszystko zrobić
-zrobiliście to-powiedziała mama krzycząc z radości
-oszalałaś?!-splunęłam,przecież nie powiem mamie,że kochałam się z Justinem,prędzej powiem to Molly-po prostu bliżej się poznaliśmy-powiedziałam tupiąc nogę,po czym wstałam-nie chcę mi się z wami gadać idę spać-powiedziałam wbiegając do pokoju,walnęłam się na łóżko,a spod poduszki wyciągnęłam mój ukochany pamiętnik,od razu,otworzyłam go na pustą stronę i zapisałam,wszystko co przeżyłam przez te dwa dni KOCHAM GO JESZCZE MOCNIEJ,NIŻ PRZEDTEM...
TO PRZEZNACZENIE :D <3
Gdy zapisałam wszystko,odłożyłam go z powrotem pod poduszkę.Przebrałam się w piżamę i położyłam na łóżko,okrywając moje ciało ciepłą kołderką
BYŁO CUDOWNIE...
______________________________________________________
Przepraszam,że tak długo,ale szkoła i ciężko dodać w tygodniu,jutro będzie kolejny rozdział :))
Wiem,że rozdział jest nudny,ale jest dużo uczuć w nim Miley
kocham was,że jesteście ze mną i czekacie na nowe rozdziały <33
KOMENTUJCIE !!!!!
piątek, 30 sierpnia 2013
Rozdział 15 ♥-to najpiękniejsza noc mojego życia
-Juuuutin!!!-krzyk
-mam wejść ?-spytałem krzycząc,martwiłem się,że coś się jej stało
-taak- wykrzyknęła,otworzyłem powoli drzwi i wszedłem do łazienki,a tam doznałem szoku,zobaczyłem jej zgrabną sylwetkę w kącie,a w jej oczach można było wyczytać strach
-kotek,co się stało?-spytałem zmartwiony,uważnie przeleciałem wzrokiem po pomieszczeniu
-pająk!,zabij go!-wrzasnęła,na co podskoczyłem,pokazała palcem wskazującym na malutkiego pajączka,zaśmiałem się wrednie
-ty skurwielu,ty mogłeś ją zobaczyć nagą,a ja nie?!-spytałem tego włochatego kulfona,po czym jebnąłem go dłonią
-fuuj,umyj tą rękę-rozkazała dziewczyna,która była skrzywiona
-czemu,mam się ciebie słuchać ?-spytałem oschle,Miley zmarszczyła czoło i z wielkim hukiem wyszła z łazienki
-kurwa-powiedziałem sam do siebie,przyglądając się swojemu odbiciu,umyłem te cholerne ręce i wyszedłem z łazienki,rozejrzałem się po pomieszczeniu,lecz po Miley,nie było śladu-kurwa,gdzie ją poniosło?-spytałem sam siebie-Bieber,opanuj hormony,bo stracisz ją!-przeczesałem nerwowo włosy,moje przygotowanie poszły na marne,chciałem,żeby ta noc była zapamiętana.To ostatnia noc tutaj,tylko we dwójkę,a ja spierdoliłem wszystko ,bo oczywiście,muszę być oschłym skurwysynem!,nie chcąc więcej zwlekać,wyszedłem z domku,stanąłem na tarasie i rozglądałem się w poszukiwaniu mojej dziewczyny,lecz trudności nie miałem z jej znalezieniem,siedziała spokojnie huśtając się na huśtawce,uśmiechnąłem się krótko i usiadłem obok niej
-przepraszam-wyszeptałem,nie patrząc na nią,ale coś kazało mi spojrzeć,a dostrzegłem u niej skromny uśmiech
-wybaczam-powiedziała łagodnie,niczym anioł
-mówiłem ci,że jesteś aniołem?-spytałem unosząc zabawnie brwiami,na co dziewczyna zachichotała
-nie,ale zacznij-powiedziała lekko się rumieniąc
-a gdy się rumienisz myślisz o mnie?,w zasadzie wiesz w jakim stopniu?-spytałem i bardzo tego żałowałem
-a ty jak zwykle masz skojarzenia,jak dorośniesz to ci powiem-powiedziała lekko z irytowana,przewróciłem oczyma,tak aby nie zobaczyła,ja nie dorosłem?!,myli się!,to ona zachowuje się jak dziecko,ja tylko chcę,aby się odważyła i za to jestem karany,pragnę jej i wiem,że ona też mnie pragnie,sama siebie okłamuje,niech powie mi,że się boi,a nie,że ona powie mi kiedy będzie mnie chciała
-yyy...ja nie dorosłem?!-spytałem,a ta pokiwała głową twierdząco-haha,słuchaj dorosłem,to ty nie dorosłaś-powiedziałem ubawiony
-dorosłam-powiedziała pewnie
-nie dorosłaś,wiesz dorosły człowiek,nie oszukuje samego siebie-powiedziałem zagadkowo
-co masz na myśli?-spytała
-jedno pytanie,boisz się mnie?-spytałem patrząc w jej cudne niebieskie oczy,lecz ona chciała uniknąć naszego kontaktu wzrokowego -ej,spójrz na mnie-chwyciłem jej podbródek,tak aby nasze oczy się spotkały-odpowiedz mi na pytanie-powiedziałem patrząc głęboko w jej oczy,jej tęczówki chodziły panicznie,próbując nie patrzeć na mnie-odpowiedz jeśli jesteś dorosła-powiedziałem stanowczo
-b-boję!-krzyknęła-jesteś dla mnie wszystkim,ale nie ufam ci tak,abyśmy wpakowali się do łóżka,bo ty tego pragniesz-tłumaczyła
-a ty mnie nie pragniesz?-spytałem lekko rozczarowany,staram się jak mogę,aby mi zaufała,ale najwidoczniej moje starania są bezużyteczne
-j-j....ja,no...wiesz...yyy...-jąkała się,czyli mnie nie pragnie,cały czas myślałem,że jest inaczej,wczorajszej nocy rzuciła się na mnie,jak lwica i miałem nadzieję
-dobra,nie musisz nic mówić-powiedziałem i ruszyłem z powrotem do domku,usiadłem wygodnie na sofie,przykładając dłonie do mojej twarz,westchnąłem głośno,myśląc o tym co mi powiedziała,jestem do dupy i tyle,do niczego,moja dziewczyna,mnie nie chce!,siedziałem sam,w ciemnym pomieszczeniu,światło jakie jedyne oświetlało pomieszczenie to,palący się kominek.Chciałem być sam,nie chce myśleć,o Miley,gdy moje myśli chodziły mi po głowie,poczułem ciepłą dłoń na moim policzku,spojrzałem przed siebie i zobaczyłem,osobę,którą chciałem wyrzucić z mojej głowy,na tą chwilę
-co tu robisz?-spytałem obojętny
-Justin,ty źle mnie zrozumiałeś-próbowała się wytłumaczyć
-co niby źle zrozumiałem?!,Miley,dobrze zrozumiałem,że moja dziewczyna,nie pragnie mnie,jak ja jej-powiedziałem zdenerwowany
-pragnę cię-powiedziała,a ja spojrzałem na nią
-po co kłamiesz-mówiłem już spokojniej,patrząc w jej niebieskie tęczówki
-ojj,próbowałam ci to powiedzieć,ale się wstydziłam i zaczęłam się jąkać,mogę to skończyć,ja,no wiesz yyy...też ciebie pragnę-powiedziała,a na jej policzkach można było zobaczyć czerwienienie
-naprawdę?-spytałem zdziwiony,a za razem szczęśliwy
-jestem śmiertelnie poważna,pragnę ci udowodnić jak cię kocham-powiedziała,a ja podniosłem się niekontrolowanie,czy ja czekałem na te słowa,od moich narodzin?,czuje jak moje serce przyspiesza,dziewczyna stanęła na przeciwko mnie,a ja dłonią pieściłem jej policzki,widziałem jak zanurza się w moim dotyku,zamknęła powieki,a ja zbliżałem się do jej ust,czułem jak pot zbiera się na mojej twarzy,a żyły pulsują,coraz szybszym tempem,lecz dziewczyna otworzyła swoje usta i spojrzała w moje oczy-proszę...proszę o ciebie-jej słowa,na które czekałem,wywołały u mnie impuls,wpiłem się w jej usta,nie zwlekając pogłębiłem go,nasze języki walczyły o dominację,jej usta,wplątałem moje dłonie w jej delikatne orzechowe włosy
Punktem widzenia Miley
Jestem gotowa,boje się,ale zarazem czuje się bezpieczna,bo wiem,że on mnie nie skrzywdzi,czuje milion motyli w moim brzuchu,czuje się kochana i piękna za każdym jego dotykiem,teraz wiem,że znalazłam mojego księcia,na białym rumaku,rozłączyliśmy nasze usta,złapałam głęboki oddech,nagle poczułam delikatne usta Justina na mojej szyi,co sprawiło,że jęknęłam z przyjemności,zamknęłam powieki,aby zanurzyć się w jego dotyku,to jest takie dziwne,niby boję się,ale teraz to nie ma znaczenia,najważniejszy jest on i tylko on,pragnę go,chcę być tylko jego
-kocham cię-sapnął mi do ucha,spojrzałam na niego
-ja ciebie też kocham-powiedziałam delikatnie i złączyłam nasze usta,chłopak wyrwał się z moich ust i delikatnie cmoknął mój policzek,dłonią odgarnął moje włosy,niekontrolowanie pochyliłam moją głowę,robią miejsce na mojej szyi,nigdy nie czułam,takiej przyjemności,założyłam dłonie na karku szatyna,a moje usta pieściły szyję Justina,co sprawiło,że z przyjemności uniósł głowę,po czym znów ją opuścił,a nasze usta znów wróciły do dalszego pogłębienia,dłonią objął mój kark,a ja czułam się jak we śnie,chcę pokazać mu jak bardzo go kocham,chcę tę noc zapamiętać na zawsze,pragnę,żeby on był tym pierwszym i ostatnim,rękoma objęłam jego kark,po czym uniosłam ręce w górę,a szatyn powoli podniósł moją koszulkę,ściągając ją ze mnie,wiedziałam,że stoję przed Justinem,bez koszuli,naga,ale pewna i świadoma,tego co robię.Nasze usta nie rozstawały się,ani na chwilę,czułam jak Justin dłońmi obejmuje moją talię,po czym,moje ciało uchyliło się nad ziemią,szatyn przetrzymał moją głowę i położył na miękkim dywanie,obok kominka,tak,aby było wygodnie i ciepło,chociaż nie potrzebowaliśmy tego kominka,bo gorąco czułam z każdym jego dotykiem,jego usta nie odrywały kontaktu z moimi,ale po chwili rozłączył je głośno sapiąc
-powiedz mi swoje imię-prosił,a ja sapnęłam z przyjemności
-Miley-odpowiedziałam lekko się uśmiechając
-jeszcze raz-prosił
-Miley,kochanie,Miley-mówiłam patrząc w jego miodowe tęczówki
-powiedz,że to nie sen-obdarowywał moje ciało pocałunkami-kocham cię-powiedział i ponownie złączył nasze usta,jego dłonie obejmowały moją twarz,po czym czułam delikatne usta szatyna na moim brzuchu,nagle mój puls przyspieszył,także moje całe ciało unosiło się niekontrolowanie,jego jedna dłoń złapała moją pierś i delikatnie masowała,było to bardzo przyjemne,ale i pierwsze,zamknęłam oczy i czując jego dotyk,poczułam się bezpieczna,nagle szatyn był już nade mną,uśmiechnął się,a jego dłoń przejechała po moim policzku,a ja wiedziałam co teraz będzie
-boje się-powiedziałam wystraszona,a dłońmi chwyciłam za kawałki wystawające z dywanu
-kochanie,jestem z tobą,jak powiesz,że boli to przestanę-powiedział uspakajając mnie,przytaknęłam mu i zamknęłam oczy,zaciskując co tylko dało się na tym dywanie,nagle po czułam,jak Justin we mnie wchodzi,czułam jak coś mnie rozrywało,otworzyłam szeroko oczy,głośno oddychając,nie mogłam się uspokoić,to tak zabolało,Justin się zatrzymał,ale dalej siedząc we mnie,czekał aż złapię tchu,aby wyciągnąć ze mnie swojego penisa,gdy nabrałam sporo powietrza,szatyn wyszedł ze mnie,ale to sprawiło już mniej bólu niż pierwsze wejście.Justin nie chciał,na mnie nalegać i nie próbował dalej wchodzić we mnie
-proszę...nie kończ-powiedziałam upewniając go,chłopak ponownie we mnie wszedł,po 10 minutach,ból zaprzestał,a raczej zmienił się w przyjemność.To jest,takie piękne,gdy swój pierwszy raz jest,taki jak z bajki,jestem szczęściarą,że dostałam tą miłość,to gdy,jestem z nim jest piękne,ale ta noc jeszcze bardziej nas zbliżyła do siebie.Czuję się jakbym dotknęła nieba,teraz wiem,że Bóg jest przy mnie i czuwa nade mną.Obydwoje położyliśmy się wtuleni w siebie,Justin przyniósł kołdrę i poduszki,więc mogliśmy zasnąć na miękkim dywanie,a ciepły kominek ogrzewał nasze ciała
-jestem szczęściarą,że trafiłam na ciebie-powiedziałam wtulając się w pierś chłopaka
-ja,że na ciebie-powiedział chichocząc-jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi,rozumiesz?-zaśmiałam się i poczułam ciepłe usta na jej czole,gorąco z ciała szatyna,otulała moje ciało,zamknęłam oczy i ruszyłam do krainy snów
Rano obudził mnie szatyn,całując moją szyję,zaśmiałam się delikatnie,po czym obydwoje kucnęliśmy na przeciwko siebie, nadzy,szatyn przejechał ustami po mojej szyi,aż do podbródka,uniosłam głowę z przyjemności,a nasze usta złączyły się,a języki walczyły o dominację,po czym rozłączył nasze usta,a jego dłoń przejeżdżała po konturach mojej twarzy
-to najpiękniejsza noc mojego życia-powiedział pewnie i szczerze
-i pierwsza taka w moim-powiedziałam,po czym ponownie nasze usta się złączyły,oderwałam się,sapiąc-nie chcę cię stracić-powiedziałam to co czułam,a ja chciałam,żeby wiedział,że potrzebują tylko jego
-nic nas nie rozdzieli-upewnił mnie
-potrzebuję cię-sapnęłam i ponownie złączyłam nasze usta.Kocham tą noc,mogłaby się nigdy nie kończyć,chcę ją pamiętać,do końca mojego życia,jestem taka szczęśliwa
___________________________________________________
Pierwsze co to przepraszam,że tak długo,ale chciałam,żeby pierwszy raz Miley i Justina,był wyjątkowy :D
jeśli są błędy to przepraszam,ale piszę to późno,ale za to jest długi :)))
KOMENTUJCIE !!!!!
niedziela, 25 sierpnia 2013
Rozdział 14 ♥
Punktem widzenia Miley
Rano wstałam bardzo wcześnie,gdyż było mi zimno,lekko otworzyłam oczy,a na dworze,było widać,pochmurne niebo,wyprostowałam nogi,po czym chwyciłam telefon,który leżał na komodzie,spojrzałam na godzinę,wow!,Miley,5.40,a ty na nogach.Postanowiłam,wziąć,gorący prysznic,wstałam z łóżka,nagle poczułam,że czyjaś ręka,chwyciła,moje udo,tak,że nie mogłam się ruszyć,odwróciłam się
-gdzie idziesz?-spytał zachrypniętym głosem,mocno ściskając moje udo-jestem taki,do dupy dzisiaj-powiedział,puszczając moje udo,przewróciłam teatralnie oczami
-idę wziąć,gorący prysznic-powiedziałam i ruszyłam chwytający czyste ciuchy na dzisiaj,oraz strój kąpielowy
-mogę z tobą ?-spytał,kiedy już chciałam zamknąć drzwi
-Juuustin- jęknęłam
-weź,no proszę cię-błagał,zamknęłam drzwi,przekluczając je,wiem,że jestem wredna,ale nie chce takiego pierwszego razu,chce,żeby było wyjątkowo,ale wczoraj,nie wiem co mnie napadło,dziwnie się czuje,tak,jakoś inaczej,patrze na Justina i widzę go jak jakąś zdobycz,albo jestem psychiczna,sama już nie wiem,po wykąpaniu się,nałożyłam na siebie,strój kąpielowy,oraz krótkie szorty i top,wyszłam z łazienki,a po Justinie,ani śladu,gdzie on poszedł,zastanawiałam się chwile,po czym ruszyłam do kuchni,zrobiłam sobie i Justinowi,herbatę i przyszykowałam,nam kanapki,spojrzałam w stronę plaży,ani śladu,po Justinie
-no,ja chciałem przyszykować śniadanie widać,byłaś pierwsza-usłyszałam za sobą znajomy mi głos,odwróciłam się
-gdzie ty byłeś ?-spytałam,siadając koło niego
-a potem ci pokaże-zaśmiał się,wcinając kanapkę
-doobra-powiedziałam przeciągając,po śniadaniu,Justin,chciał mi pokazać,gdzie był,splątał nasze dłonie i prowadził nas,pod drzewo,zauważyłam,drabinę,przychyliłam głowę i spojrzałam w górę
-o domek,na drzewie-zaśmiałam się
-właź-pokazał na drabinę,zaśmiałam się histerycznie
-nie,mam lęk wysokości-oznajmiłam
-sprawie,że przestaniesz mieć,jakieś lęki,właź,będę cię osłaniać-powiedział z uśmiechem na twarzy
-a jak spadnę ?-spytałam mierząc całą drabinę,od góry do dołu
-nie spadniesz,jesteś ze mną,przy mnie,nic ci się nie stanie-odpowiedział,a ja podeszłam do drabinek i wchodziłam ,a za mną Justin ,zauważyłam,że patrzy się na mój tyłek
-możesz przestać?-spytałam,a on oderwał wzrok,od mojego tyłka
-sorry,lubię twój tyłek-zaśmiał się,zarumieniłam się,po czym dalej się wspinałam,aż byłam na miejscu
-wow!,ale tu pięknie-powiedziałam zachwycona,widoki,były przepiękne
-wiedziałem,że ci się spodoba,zawsze się tu chowałem-powiedział,przyglądając się mnie
-naprawdę?,przed czym ?-zaśmiałam się
-przed mamą,zawsze mnie szukała,a ja ciągle byłem w tej kryjówce-odpowiedział
-tak zwana,kryjówka Justina?-spytałam ponownie,po czym usiadłam wygodnie,na drewnianym miejscu,patrząc na widoki,szatyn usiadł koło mnie,położyłam głowę,na jego ramie
-chciałbym zatrzymać czas,wiesz jak?-spytał
-jak?-spytałam ciekawa
-przytrzymać skazówki zegara,niech zatrzymają się na zawszę-powiedział radośnie,co sprawiło,że się uśmiechnęłam-ciesze się,że mam wspaniałą rodzinę,są w moim sercu,ale jest takie miejsce w moim sercu,które tylko ty możesz zająć-spojrzałam na niego -kiedy cię poznałem...-zatrzymał się
-to co?-spytałam podejrzanie
-obiecaj,że nigdy mnie nie zostawisz-zaczął mówić nerwowo
-obiecuje-uspokoiłam go,a on podarował mi,przyjemnego całusa w policzek
-chciałbym spędzić z tobą resztę życia-powiedział,głaszcząc moje policzki
-a ty jesteś moim,życiem-oznajmiłam,uśmiechnął się szeroko
-posłuchaj-powiedział
-tak?-spytałam,nie wiedząc o co mu chodzi
-z twojego powodu,wstaje codziennie z uśmiechem na ustach i wychodzę do szkoły-zaczęłam chichotać,na co on również,byliśmy w siebie wtuleni-zastanawiam się,co się ze mną stało,ale to twoja zasługa-wypowiedziałam wielkie-ooo-z uśmiechem,on jest taki słodki-wiem,że jak przyjdę do szkoły,to zobaczę cię-powiedział mocno ściskając mnie
-przestań-powiedziałam,zawstydzona
-nie przestane,bo zawsze widzę,jak się do mnie uśmiechasz i jak walczysz,z tym kłamstwem o nas,ale wiesz,że nie potrafię,tak,podoba mi się twoja skóra,pocałunki cała ty-powiedział
-wiesz,czym dla mnie jesteś?,słońcem,czuje,że urodziłam się w dniu,kiedy lepiej cię poznałam,przy tobie czuje się,jak kobieta,chce być piękna,żeby się tobie podobać,żebyś mnie dotykał,całował i być z tobą-powiedziałam,aż poczułam,jak słona substancja spływa po moim policzku,tak bardzo go kocham,szatyn starł,dłonią,moją łzę i kazał mi patrzeć,w jego oczy
-od czubka głowy,aż po stopy,czuje się szczęśliwy,kiedy jesteś ze mną,kocham cię-powiedział,po czym składał,delikatne pocałunki,na mojej szyi,zaczęłam jęczeć,kiedy po czułam,że Justin,znalazł mój słaby punkt,odwróciłam się od niego
-dzień się jeszcze nie skończył,chodźmy popływać-pokazałam na słoneczko,które zawitało,zeszliśmy na ziemie,poszłam szybko po koc i ręczniki,po czym wybiegłam z domu,na plaże gdzie znajdował się Justin,rozłożyłam koc i położyłam na nim ręczniki,przy czym zaczęłam ściągać z siebie,ubranie zostając tylko w stroju
-seksownie,jak zawszę-powiedział,oblizując dolną wargę, wbiegłam do wody,nie zwracając,czy w ogóle,jest zimna,przyzwyczaiłam się,nagle zostałam pochlapana,przez Justina,zaczęłam piszczeć i się śmiać
-p-przestań,proszę-błagałam go,bo nie mogłam uciec,zaczął mnie gilgotać
-jeden całus,załatwi sprawę-szepnął mi do ucha,przytaknęłam,że dam mu tego całusa,a on odwrócił mnie w swoją stronę,zauważyłam,że na plaży pojawiło się trochę ludzi z innych domków-sąsiedzi,a teraz całus-pokazał na swoje usta,słodziak,podarowałam mu namiętny pocałunek,jednak nie pozwoliłam,na pogłębienie go,wyszłam szybko z wody,owinęłam się ręcznikiem i patrzałam,jak szatyn się z niej wynurza
-poopalam się-powiedziałam do niego,kiedy ten już był na brzegu
-dobra,ja też se zrobię mały relaks-powiedział,po czym przysiad się do mnie
-posmarujesz mi plecki ?-spytałam unosząc,dziwnie brwiami,zaśmiał się i chwycił krem,a już po chwili,poczułam przyjemne uczucie,na swoich plecach,jęknęłam z przyjemności
-daj nóżki-powiedział klepiąc moje udo,postawiłam koło niego jedną nogę i zaczęłam udawać,że mnie boli-coś ci jest w nogę?-spytał zmartwiony,próbowałam,powstrzymać się od śmiania,szatyn chwycił moją kostkę i zaczął ją masować-tu cię boli?-zaśmiał się-nie-zaprzeczyłam,po czym jego ręka powędrowała,w górę,na moje łydki i znów zaczął je masować-a tu?-spytał-nie-zaczęłam kręcić głową,chłopak,chwycił swoimi dłoniami,moje udo i zaczął je masować,spojrzał na mnie i patrz mi prosto w oczy-a czy tu cię boli ?-uśmiechnął się-niee- jęknęłam,a on puścił moje udo
-tak się ze mną bawisz,hmm-westchnął,a ja położyłam się wygodnie na kocu,minęło sporo czasu,a ja zasnęłam dobre półgodziny,kiedy się obudziłam,leżałam na plecach,a Justin,był u kroczem na mnie,zaczął robić mi przyjemny masaż,ach robił to perfekcyjnie-mmmm-zaczęłam mruczeć
-podoba się?-spytał zadowolony
-co ty dzisiaj,taki miły?-spytałam zdziwiona,widziałam o co mu chodzi,chciał abym mu zaufała,ufam mu,ale chce go trzymać w napięciu
-ja,no...-zaciął się-Miley?-spytał
-taaak?-spytałam przyciągając zdanie
-nie będziesz zła,jak coś ci pokaże?-spytał,a ja od razu wstałam i spojrzałam na niego pytająco
-zależy co-odpowiedziałam,chłopak uniósł,jedną rękę w górę i wskazującym palcem,pokazał kierunek w którym miałam spojrzeć,zrobiłam to,a na mojej twarzy było widać zaskoczenie,jakieś kobiety,były bez stanika kąpielowego,zaczęłam wydobywać głupie słowa,jak "o.m.g",szatyn głośno się zaśmiał
-pokazują piersi-zaczęłam mówić piskliwym głosem,a szatyn nie przestawał się śmiać-nie wierze,ale maleńkie-mówiłam zaszokowana,po czym głośno się zaśmiałam-hahaa,dama z obwisłymi cyckami,hahaa,wstydziła by się-zaczęłam ją wyśmiewać
-tutaj to normalne-powiedział spokojnie Justin
-naprawdę ?-spytałam zdziwiona
-nikogo to nie szokuje,są nowocześni-odpowiedział,a ja zawyłam
-ta nieźle wygląda,bezwstydne i obrzydliwe-mówiłam skwaszona,patrząc na kobietę
-może pójdziesz w ich ślady-powiedział,a ja walnęłam go w ramie,bezwstydny,tak samo zboczony co te staruszki
-oszalałeś ?!-spytałam zła
-dlaczego?-spytał zdziwiony
-mam chodzić nago?!-krzyknęłam na niego
-to normalne-zaczął je bronić,odwróciłam się od niego
-nie ma mowy-zaczęłam mówić pod nosem
-tchórz-powiedział zadowolony,na te słowo zareagowałam nerwowo
-nie jestem tchórzem-zaprzeczyłam oschle-ale nie rozbiorę się-powiedziałam
-tchórz-powiedział zadowolony,wstałam i chciałam mu pokazać kto jest tchórzem,na pewno nie ja,nie zna mnie,tak dobrze
-ach tak,to patrz,przekonasz się-wyśmiewałam go,po czym weszłam do wody,i zaczęłam ściągać górną część stroju,kiedy już byłam głębiej wodzie,chwyciłam w dłoń mój stanik kąpielowy i wymachiwałam nim,do szatyna,zaczęłam chichotać pod nosem
Punktem widzenia Justina
Była taka piękna,kiedy wchodziła do tej wody,ale jak już wymachiwała tym stanikiem,zrobiłem się czerwony,bo zauważyłem,jak jacyś chłopaki,patrzą się na moją kobietę,szybkim tempem wskoczyłem do wody,podpłynąłem do niej,chcąc ją zasłonić,od tych kutasów,ona zakładała z powrotem strój,przy czym chichotała
-jednak nie jestem tchórzem ?-spytała
-wiesz,co?,kochać się ze mną,to zbrodnia,a jak wskoczyć do wody i ściągnąć z siebie,stanik,to nie problem-zaczął mówić,kiedy ta,już była ubrana,wyszliśmy z wody,a ona zaczęła klaskać i być z siebie zadowolona
-co ci jest ?-spytała mnie,byłem strasznie zły,aż się trząsłem
-kurwa,wszyscy faceci,na ciebie patrzeli-zacząłem
-zazdrosny-oznajmiła,miała racje,jestem w chuj zazdrosny-tak-powiedziałem i złączyłem nasze usta,po czym ona je oderwała
-uwielbiam to-po czym rzuciła się na mnie i złączyła nasze usta,jej pocałunki sprawiają,że zapominam o gniewie,chciałbym,aby była ze mną blisko,ale ona nie chce,jeszcze,a ja chce ją mieć całą,dla siebie,chciałem,żeby mi zaufała,ale gówno robię,jestem do dupy,powiedziała "kiedy,ja poproszę o ciebie",muszę poczekać,jesteś silny Justin.
Cały dzień minął nam świetnie,ale w końcu się zmęczyliśmy i wróciliśmy do chatki,od razu,położyłem się na łóżko,chcąc zamknąć oczy i obudzić się jutro,jednak Miley,kazała mi przygotować kolacje,więc zero swobody,ruszyłem do kuchni
-gdzie idziesz ?-spytałem dziewczyny,która grzebała w swojej torbie
-wykąpać się-odpowiedziała krótko,cóż nie będę się pytał,czy mogę z nią,bo znam odpowiedź,ruszyłem dalej,przyszykowałem nam,szampana w końcu to nasz ostatni dzień i chce go zapamiętać,spaghetti wszystko ładnie położyłem na stole w pokoju,gdy wszystko było na swoim miejscu,usłyszałem krzyk,dochodzący z łazienki,wejść czy nie wejść?,opierzy mnie
-Juuuutin!!!-krzyk
-mam wejść ?-spytałem krzycząc,martwiłem się,że coś się jej stało
-taak- wykrzyknęła,otworzyłem powoli drzwi i wszedłem do łazienki,a tam doznałem szoku...
___________________________________________________
jak myślicie co Justin zobaczył? :)
Od razu chce powiedzieć,że przepraszam zaniedbałam ostatnio moje opowiadania,ale to się zmieni
następny rozdziału,możecie spodziewać się już niedługo
KOMENTUJCIE !!!!
Rano wstałam bardzo wcześnie,gdyż było mi zimno,lekko otworzyłam oczy,a na dworze,było widać,pochmurne niebo,wyprostowałam nogi,po czym chwyciłam telefon,który leżał na komodzie,spojrzałam na godzinę,wow!,Miley,5.40,a ty na nogach.Postanowiłam,wziąć,gorący prysznic,wstałam z łóżka,nagle poczułam,że czyjaś ręka,chwyciła,moje udo,tak,że nie mogłam się ruszyć,odwróciłam się
-gdzie idziesz?-spytał zachrypniętym głosem,mocno ściskając moje udo-jestem taki,do dupy dzisiaj-powiedział,puszczając moje udo,przewróciłam teatralnie oczami
-idę wziąć,gorący prysznic-powiedziałam i ruszyłam chwytający czyste ciuchy na dzisiaj,oraz strój kąpielowy
-mogę z tobą ?-spytał,kiedy już chciałam zamknąć drzwi
-Juuustin- jęknęłam
-weź,no proszę cię-błagał,zamknęłam drzwi,przekluczając je,wiem,że jestem wredna,ale nie chce takiego pierwszego razu,chce,żeby było wyjątkowo,ale wczoraj,nie wiem co mnie napadło,dziwnie się czuje,tak,jakoś inaczej,patrze na Justina i widzę go jak jakąś zdobycz,albo jestem psychiczna,sama już nie wiem,po wykąpaniu się,nałożyłam na siebie,strój kąpielowy,oraz krótkie szorty i top,wyszłam z łazienki,a po Justinie,ani śladu,gdzie on poszedł,zastanawiałam się chwile,po czym ruszyłam do kuchni,zrobiłam sobie i Justinowi,herbatę i przyszykowałam,nam kanapki,spojrzałam w stronę plaży,ani śladu,po Justinie
-no,ja chciałem przyszykować śniadanie widać,byłaś pierwsza-usłyszałam za sobą znajomy mi głos,odwróciłam się
-gdzie ty byłeś ?-spytałam,siadając koło niego
-a potem ci pokaże-zaśmiał się,wcinając kanapkę
-doobra-powiedziałam przeciągając,po śniadaniu,Justin,chciał mi pokazać,gdzie był,splątał nasze dłonie i prowadził nas,pod drzewo,zauważyłam,drabinę,przychyliłam głowę i spojrzałam w górę
-o domek,na drzewie-zaśmiałam się
-właź-pokazał na drabinę,zaśmiałam się histerycznie
-nie,mam lęk wysokości-oznajmiłam
-sprawie,że przestaniesz mieć,jakieś lęki,właź,będę cię osłaniać-powiedział z uśmiechem na twarzy
-a jak spadnę ?-spytałam mierząc całą drabinę,od góry do dołu
-nie spadniesz,jesteś ze mną,przy mnie,nic ci się nie stanie-odpowiedział,a ja podeszłam do drabinek i wchodziłam ,a za mną Justin ,zauważyłam,że patrzy się na mój tyłek
-możesz przestać?-spytałam,a on oderwał wzrok,od mojego tyłka
-sorry,lubię twój tyłek-zaśmiał się,zarumieniłam się,po czym dalej się wspinałam,aż byłam na miejscu
-wow!,ale tu pięknie-powiedziałam zachwycona,widoki,były przepiękne
-wiedziałem,że ci się spodoba,zawsze się tu chowałem-powiedział,przyglądając się mnie
-naprawdę?,przed czym ?-zaśmiałam się
-przed mamą,zawsze mnie szukała,a ja ciągle byłem w tej kryjówce-odpowiedział
-tak zwana,kryjówka Justina?-spytałam ponownie,po czym usiadłam wygodnie,na drewnianym miejscu,patrząc na widoki,szatyn usiadł koło mnie,położyłam głowę,na jego ramie
-chciałbym zatrzymać czas,wiesz jak?-spytał
-jak?-spytałam ciekawa
-przytrzymać skazówki zegara,niech zatrzymają się na zawszę-powiedział radośnie,co sprawiło,że się uśmiechnęłam-ciesze się,że mam wspaniałą rodzinę,są w moim sercu,ale jest takie miejsce w moim sercu,które tylko ty możesz zająć-spojrzałam na niego -kiedy cię poznałem...-zatrzymał się
-to co?-spytałam podejrzanie
-obiecaj,że nigdy mnie nie zostawisz-zaczął mówić nerwowo
-obiecuje-uspokoiłam go,a on podarował mi,przyjemnego całusa w policzek
-chciałbym spędzić z tobą resztę życia-powiedział,głaszcząc moje policzki
-a ty jesteś moim,życiem-oznajmiłam,uśmiechnął się szeroko
-posłuchaj-powiedział
-tak?-spytałam,nie wiedząc o co mu chodzi
-z twojego powodu,wstaje codziennie z uśmiechem na ustach i wychodzę do szkoły-zaczęłam chichotać,na co on również,byliśmy w siebie wtuleni-zastanawiam się,co się ze mną stało,ale to twoja zasługa-wypowiedziałam wielkie-ooo-z uśmiechem,on jest taki słodki-wiem,że jak przyjdę do szkoły,to zobaczę cię-powiedział mocno ściskając mnie
-przestań-powiedziałam,zawstydzona
-nie przestane,bo zawsze widzę,jak się do mnie uśmiechasz i jak walczysz,z tym kłamstwem o nas,ale wiesz,że nie potrafię,tak,podoba mi się twoja skóra,pocałunki cała ty-powiedział
-wiesz,czym dla mnie jesteś?,słońcem,czuje,że urodziłam się w dniu,kiedy lepiej cię poznałam,przy tobie czuje się,jak kobieta,chce być piękna,żeby się tobie podobać,żebyś mnie dotykał,całował i być z tobą-powiedziałam,aż poczułam,jak słona substancja spływa po moim policzku,tak bardzo go kocham,szatyn starł,dłonią,moją łzę i kazał mi patrzeć,w jego oczy
-od czubka głowy,aż po stopy,czuje się szczęśliwy,kiedy jesteś ze mną,kocham cię-powiedział,po czym składał,delikatne pocałunki,na mojej szyi,zaczęłam jęczeć,kiedy po czułam,że Justin,znalazł mój słaby punkt,odwróciłam się od niego
-dzień się jeszcze nie skończył,chodźmy popływać-pokazałam na słoneczko,które zawitało,zeszliśmy na ziemie,poszłam szybko po koc i ręczniki,po czym wybiegłam z domu,na plaże gdzie znajdował się Justin,rozłożyłam koc i położyłam na nim ręczniki,przy czym zaczęłam ściągać z siebie,ubranie zostając tylko w stroju
-seksownie,jak zawszę-powiedział,oblizując dolną wargę, wbiegłam do wody,nie zwracając,czy w ogóle,jest zimna,przyzwyczaiłam się,nagle zostałam pochlapana,przez Justina,zaczęłam piszczeć i się śmiać
-p-przestań,proszę-błagałam go,bo nie mogłam uciec,zaczął mnie gilgotać
-jeden całus,załatwi sprawę-szepnął mi do ucha,przytaknęłam,że dam mu tego całusa,a on odwrócił mnie w swoją stronę,zauważyłam,że na plaży pojawiło się trochę ludzi z innych domków-sąsiedzi,a teraz całus-pokazał na swoje usta,słodziak,podarowałam mu namiętny pocałunek,jednak nie pozwoliłam,na pogłębienie go,wyszłam szybko z wody,owinęłam się ręcznikiem i patrzałam,jak szatyn się z niej wynurza
-poopalam się-powiedziałam do niego,kiedy ten już był na brzegu
-dobra,ja też se zrobię mały relaks-powiedział,po czym przysiad się do mnie
-posmarujesz mi plecki ?-spytałam unosząc,dziwnie brwiami,zaśmiał się i chwycił krem,a już po chwili,poczułam przyjemne uczucie,na swoich plecach,jęknęłam z przyjemności
-daj nóżki-powiedział klepiąc moje udo,postawiłam koło niego jedną nogę i zaczęłam udawać,że mnie boli-coś ci jest w nogę?-spytał zmartwiony,próbowałam,powstrzymać się od śmiania,szatyn chwycił moją kostkę i zaczął ją masować-tu cię boli?-zaśmiał się-nie-zaprzeczyłam,po czym jego ręka powędrowała,w górę,na moje łydki i znów zaczął je masować-a tu?-spytał-nie-zaczęłam kręcić głową,chłopak,chwycił swoimi dłoniami,moje udo i zaczął je masować,spojrzał na mnie i patrz mi prosto w oczy-a czy tu cię boli ?-uśmiechnął się-niee- jęknęłam,a on puścił moje udo
-tak się ze mną bawisz,hmm-westchnął,a ja położyłam się wygodnie na kocu,minęło sporo czasu,a ja zasnęłam dobre półgodziny,kiedy się obudziłam,leżałam na plecach,a Justin,był u kroczem na mnie,zaczął robić mi przyjemny masaż,ach robił to perfekcyjnie-mmmm-zaczęłam mruczeć
-podoba się?-spytał zadowolony
-co ty dzisiaj,taki miły?-spytałam zdziwiona,widziałam o co mu chodzi,chciał abym mu zaufała,ufam mu,ale chce go trzymać w napięciu
-ja,no...-zaciął się-Miley?-spytał
-taaak?-spytałam przyciągając zdanie
-nie będziesz zła,jak coś ci pokaże?-spytał,a ja od razu wstałam i spojrzałam na niego pytająco
-zależy co-odpowiedziałam,chłopak uniósł,jedną rękę w górę i wskazującym palcem,pokazał kierunek w którym miałam spojrzeć,zrobiłam to,a na mojej twarzy było widać zaskoczenie,jakieś kobiety,były bez stanika kąpielowego,zaczęłam wydobywać głupie słowa,jak "o.m.g",szatyn głośno się zaśmiał
-pokazują piersi-zaczęłam mówić piskliwym głosem,a szatyn nie przestawał się śmiać-nie wierze,ale maleńkie-mówiłam zaszokowana,po czym głośno się zaśmiałam-hahaa,dama z obwisłymi cyckami,hahaa,wstydziła by się-zaczęłam ją wyśmiewać
-tutaj to normalne-powiedział spokojnie Justin
-naprawdę ?-spytałam zdziwiona
-nikogo to nie szokuje,są nowocześni-odpowiedział,a ja zawyłam
-ta nieźle wygląda,bezwstydne i obrzydliwe-mówiłam skwaszona,patrząc na kobietę
-może pójdziesz w ich ślady-powiedział,a ja walnęłam go w ramie,bezwstydny,tak samo zboczony co te staruszki
-oszalałeś ?!-spytałam zła
-dlaczego?-spytał zdziwiony
-mam chodzić nago?!-krzyknęłam na niego
-to normalne-zaczął je bronić,odwróciłam się od niego
-nie ma mowy-zaczęłam mówić pod nosem
-tchórz-powiedział zadowolony,na te słowo zareagowałam nerwowo
-nie jestem tchórzem-zaprzeczyłam oschle-ale nie rozbiorę się-powiedziałam
-tchórz-powiedział zadowolony,wstałam i chciałam mu pokazać kto jest tchórzem,na pewno nie ja,nie zna mnie,tak dobrze
-ach tak,to patrz,przekonasz się-wyśmiewałam go,po czym weszłam do wody,i zaczęłam ściągać górną część stroju,kiedy już byłam głębiej wodzie,chwyciłam w dłoń mój stanik kąpielowy i wymachiwałam nim,do szatyna,zaczęłam chichotać pod nosem
Punktem widzenia Justina
Była taka piękna,kiedy wchodziła do tej wody,ale jak już wymachiwała tym stanikiem,zrobiłem się czerwony,bo zauważyłem,jak jacyś chłopaki,patrzą się na moją kobietę,szybkim tempem wskoczyłem do wody,podpłynąłem do niej,chcąc ją zasłonić,od tych kutasów,ona zakładała z powrotem strój,przy czym chichotała
-jednak nie jestem tchórzem ?-spytała
-wiesz,co?,kochać się ze mną,to zbrodnia,a jak wskoczyć do wody i ściągnąć z siebie,stanik,to nie problem-zaczął mówić,kiedy ta,już była ubrana,wyszliśmy z wody,a ona zaczęła klaskać i być z siebie zadowolona
-co ci jest ?-spytała mnie,byłem strasznie zły,aż się trząsłem
-kurwa,wszyscy faceci,na ciebie patrzeli-zacząłem
-zazdrosny-oznajmiła,miała racje,jestem w chuj zazdrosny-tak-powiedziałem i złączyłem nasze usta,po czym ona je oderwała
-uwielbiam to-po czym rzuciła się na mnie i złączyła nasze usta,jej pocałunki sprawiają,że zapominam o gniewie,chciałbym,aby była ze mną blisko,ale ona nie chce,jeszcze,a ja chce ją mieć całą,dla siebie,chciałem,żeby mi zaufała,ale gówno robię,jestem do dupy,powiedziała "kiedy,ja poproszę o ciebie",muszę poczekać,jesteś silny Justin.
Cały dzień minął nam świetnie,ale w końcu się zmęczyliśmy i wróciliśmy do chatki,od razu,położyłem się na łóżko,chcąc zamknąć oczy i obudzić się jutro,jednak Miley,kazała mi przygotować kolacje,więc zero swobody,ruszyłem do kuchni
-gdzie idziesz ?-spytałem dziewczyny,która grzebała w swojej torbie
-wykąpać się-odpowiedziała krótko,cóż nie będę się pytał,czy mogę z nią,bo znam odpowiedź,ruszyłem dalej,przyszykowałem nam,szampana w końcu to nasz ostatni dzień i chce go zapamiętać,spaghetti wszystko ładnie położyłem na stole w pokoju,gdy wszystko było na swoim miejscu,usłyszałem krzyk,dochodzący z łazienki,wejść czy nie wejść?,opierzy mnie
-Juuuutin!!!-krzyk
-mam wejść ?-spytałem krzycząc,martwiłem się,że coś się jej stało
-taak- wykrzyknęła,otworzyłem powoli drzwi i wszedłem do łazienki,a tam doznałem szoku...
___________________________________________________
jak myślicie co Justin zobaczył? :)
Od razu chce powiedzieć,że przepraszam zaniedbałam ostatnio moje opowiadania,ale to się zmieni
następny rozdziału,możecie spodziewać się już niedługo
KOMENTUJCIE !!!!
piątek, 23 sierpnia 2013
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Rozdział 13 ♥
Punktem widzenia Miley
Nie wiem co we mnie wstąpiło,ale ja wariuje,przy jego oczach,dosłownie,nie boje się jego dotyku,jest on dla mnie,wzmocnieniem,że jestem bezpieczna,Kelly,nie musi się wtrącać w moje,życie,jeżeli nie zaakceptuje mojego związku z Justinem,to trudno,nie chce wybierać,pomiędzy,przyjaciółką,a chłopakiem,postanowione,kiedy przyjadę do domu,spotkam się z dziewczynami i powiem Kelly prawdę,nie mam zamiaru się wahać.
Pocałunki ze strony,szatyna,były przyjemne,wręcz podniecające.Kiedy oderwałam się od pocałunków,zeszłam z Justina,chcąc wziąć gorącą kąpiel.
-ja po tobie-powiedział szatyn,kiedy ja wchodziłam do łazienki-albo,przyłącze się do ciebie-zaproponował,zamarłam,po czym odwróciłam się do chłopaka
-mowy nie ma!-krzyknęłam,przy czym,chwyciłam za klamkę,zamykając za sobą drzwi.Po wykąpaniu się,przebrałam się w czystą,piżamę,załatwiłam wszystkie sprawy związane z tym miejscem,kiedy wyszłam z łazienki,zostałam miło powitana,a raczej dziwnie
-hej babyy-powiedział zachrypniętym głosem,przeszły mnie ciarki,ale się ogarnęłam i zaczęłam się głośno śmiać,nagle chłopak wstał z łóżka,biorąc z szafki czyste bokserki,oraz białą koszulkę na ramiączkach-tylko nie śpij,kiedy przyjdę-powiedział mi uwodzicielsko do ucha
-niby czemu nie mam spać ?-spytałam,trzymając się za jedno biodro
-bo będzie mi smutno-powiedział robiąc smutną minkę,to było,bardzo słodkie,że aż sama zrobiłam tą minę-kocham cię-podarował mi całusa,znienacka,po czym wszedł do łazienki.Położyłam się wygodnie,na łóżko,wyciągnęłam telefon z torby,po czym grałam sobie w różne głupie gry,na telefonie,aż w końcu zrobiłam się senna-ile on tam siedzi ?-spytałam samą siebie,spojrzałam na zegarek-Justin,czy ty przypadkiem nie przesadzasz ?!-spytałam,ale nic nie odpowiedział,siedział w tej cholernej wannie,dwie i półgodziny,co za człowiek,wstałam z łóżka,kierując się do drzwi,zapukałam raz,potem dwa,aż za trzecim trzaskałam,chciałam otworzyć drzwi,jednak ten dupek,je zamknął-Justin!!-krzyknęłam
-Miley?,co ty,tak się drzesz?-spytał za drzwi,przewróciłam teatralnie oczami
-siedzisz,tam już dwie i półgodziny,chce mi się spać,a ty mi każesz czekać-zaczęłam się,żalić
-jeśli,kochasz,to poczekasz-powiedział,co za mężczyzna,ma bzika,czy co?
-ahhh!-syknęłam groźnie
-jak chcesz to wejdź-zaproponował
-po co?,jesteś ubrany ?-spytałam,dając mu dwa pytania
-tak,jestem,pogadać-powiedział,odpowiadając na dwa pytania,nagle drzwi się otworzyły,a w nich stał,Justin-sorry,włosy se układałem-zaśmiał się,drapiąc się po karku
-włosy?!,na noc?!,serio?!-zrobiłam gburowatą minę,nie mam zamiaru,patrzeć,jak układa swoje włosy,na noc,lol,położyłam się z powrotem,na łóżko,udając,że śpię
-obraziłaś się?-spytał,nie odpowiedziałam,mam w nosie,jego włosy,nagle drzwi od łazienki się zamknęły,co oznacza,że Justin,jest w pokoju,położył się na łóżku,obok mnie-śpisz?-spytał,i nic-obiecałaś-powiedział,zawiedziony-kotek,nie możesz spać-wymruczał mi do ucha,lekko przegryzając mój płatek ucha-ty tylko udajesz,czekałaś-powiedział,a jego ręce zeszły na moją talie,nie wiem,jak to zrobiłam,ale wyskoczyłam z łóżka,spadając na podłogę
-oww!-syknęłam głośno-głupi jesteś ?!-spytałam nerwowo
-no,mówiłem,że nie śpisz-powiedział zadowolony,po czym wstał,z łóżka kierując się do mnie,pomógł mi wstać
-dzięki-powiedziałam cicho
-proszę-zachichotał,odwróciłam się od niego,westchnęłam-nie jesteś zła ?-spytał
-nie-odpowiedziałam-ja tylko,nie wiem,sama,dziwnie się czuje,stojąc tu,z tobą-powiedziałam,nagła cisza-wiem,gadam głupoty,ale mówię,co myślę,sorry za szczerość-powiedziałam zakłopotana
-nie,ciesze się,że jesteś,taka odważna,podoba mi się,że jesteś taka szczera,ale musisz,przezwyciężyć jedną,rzecz,ja się nie umiem opamiętać-powiedział,podchodząc do mnie,po czym objął mnie od tyłu,nie wiem co mam myśleć,dziwnie się czuje,motylki w brzuchu,mnie dobiją,za każdym jego dotknięciem,jestem nieśmiała,co do takich,chwil z chłopakiem,jeszcze takiego,czegoś nie odczułam,gdy chodziłam z poprzednimi chłopcami,ale Justin chce bym się otworzyła-tak bardzo cię kocham,moja grzeczna dziewczynko-powiedział,a jego uścisk był bardziej odczuwalny,jestem grzeczna,taa,kujon,nie może tak być,gwałtownie wyrwałam się z jego uścisku,zbliżyłam się do jego warg,a z moich ust,wydobył się głośny oddech,cofnęłam się parę milimetrów i chwyciłam jego podkoszulek,przy czym rozdarłam go z całych sił,także podkoszulek szatyna był w połowie rozdarty,a jego klatka piersiowa była moim obiektem widzenia,podniosłam wzrok,na twarz Justina,był rozkojarzony,ale i zadowolony,sama jestem zaskoczona moją reakcją na jego słowa,zbliżyłam się do jego klatki i zaczęłam namiętnie całować jego tors,po czym nasze usta się złączyły,nasze języki walczyły z agresywnym podejściem o dominację,jego dłonie powoli zjechały po mojej tali,po chwili czułam jak lecę na łóżko,lecz szatyn nie rozłączył naszych ust,dalej darzyliśmy się agresywnymi pocałunkami,nasze usta szybko się rozłączyły,tak aby wziąć głęboki oddech,spojrzeliśmy na siebie,czułam na moich wargach jego nie równy oddech,który był bardzo szybki,jego i moja klatka piersiowa unosiła się szybkim tempem,objęłam dłońmi jego kark i wślizgnęłam się na jego uda,znów łącząc nasze usta,dłońmi objęłam jego twarz,a Justin wplątał dnie w moje włosy,po czym czułam,jak szatyn rozłączył nasze usta,uniosłam wyżej moją klatkę,a jego usta,pieściły moją szyję,moje powieki się zamknęły,czułam jak gorąco się robi i jak mi jest dobrze,czułam się jak w niebie,niee jego usta są niebem
Punktem widzenia Justina
Ona jest cudowna,nie szalona,tygrysica,moja,byłem zaskoczony jak moje słowa zadziałały na nią,tak impulsywnie,chciała mi pokazać,że nie jest taka,za jaką ją mam,ale ja specjalnie jej tak powiedziałem,chciałem widzieć jej reakcję,a takiej się nie spodziewałem,delektowałem się jej pocałunkami,całowała jak mistrzyni,co stawiało mojego przyjaciela,jej ciało,ocierało się o moje,nawet nie dostrzegłem,że jesteśmy cali mokszy,powiem szczerze jest gorąco,dziewczyna podniosła swoją klatkę piersiową,zbliżyłem się do jej szyi,a moje usta,namiętnie całowały jej miękką skórę,na co drżała,a jej oddech przyspieszył,jej palce przejeżdżały intensywnie po mojej linii włosów,po czym owinęła swoje ręce wokół mojego karku,a jej klatka piersiowa i głowa pochyliła się do tyłu,przy czym zamknęła oczy,gdy poczuła moje usta na jej linii piersiowej,moje usta unosiły się do góry,także cała jej szyja i broda,była pochłonięta moimi pocałunkami,moje dłonie pieściły jej pośladki,jej jęk wydobył się z jej ust,wiedziałem co mam robić,moje dłonie powoli wchodziły pod jej koszulkę,na co jej klatka piersiowa wróciła do dawnej pozycji,zatrzymała moje dłonie,na co spojrzałem na nią,nie wiedząc o co jej teraz chodzi,ale postanowiłem dalej wchodzić pod jej koszulkę
-niee!-krzyknęła i wyciągnęła moje dłonie spod jej bluzki
-słodka,co się stało?-spytałem
-jeszcze nie jestem gotowa-powiedziała i chciała zejść ze mnie,ale ją powstrzymałem,na co jej oczy spojrzały na mnie
-jesteś gotowa,zobacz co teraz było,nie czułaś tego?,jestem cały mokry,a to był dopiero początek-oznajmiłem,kurwa teraz ?,jestem taki napalony,a ona się wycofuje,nawet nie wie,jaka jest dobra
-proszę,poczekaj jeszcze trochę-poprosiła,westchnąłem
-kiedy?-spytałem
-kiedy,ja poproszę o ciebie-powiedziała,na co moje oczy się szeroko otworzyły,zawsze myślałem,że mężczyzna prosi o kobietę,ale podoba mi się to,tyle,że kiedy??,zwariuję....teraz to mnie napaliła,mój kolega,stoi jak tyczka,już był gotowy,a tu lipa
-okej,ale teraz idę do łazienki,mam swoje potrzeby-powiedziałem i ruszyłem do łazienki,to jest,takie niesprawiedliwe w łazience zrobiłem to co musiałem zrobić,kiedy skończyłem wróciłem do dziewczyny,ta jednak spała,jak można spać po takim czymś ?!,dziewczyno ty jesteś agresywną kocicą,nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy,ale przyznaj Justin,masz taką kobietę o której,każdy facet by marzył,położyłem się obok mojej dziewczyny,ta była odwrócona do mnie tyłem-zrobiłaś ze mnie lwa,a teraz to jestem zdechły,taki mały prezent,a tak wiele-powiedziałem sam do siebie,po czym zasnąłem
____________________________________________________
Witajcie,dzięki za komentarze :)
teraz to was proszę o opinię,na temat rozdziału,jakie czuliście emocje itd... proszę to dla mnie ważne !! :)
zapraszam również na nowy zwiastun
KOMENTUJCIE !!!
Nie wiem co we mnie wstąpiło,ale ja wariuje,przy jego oczach,dosłownie,nie boje się jego dotyku,jest on dla mnie,wzmocnieniem,że jestem bezpieczna,Kelly,nie musi się wtrącać w moje,życie,jeżeli nie zaakceptuje mojego związku z Justinem,to trudno,nie chce wybierać,pomiędzy,przyjaciółką,a chłopakiem,postanowione,kiedy przyjadę do domu,spotkam się z dziewczynami i powiem Kelly prawdę,nie mam zamiaru się wahać.
Pocałunki ze strony,szatyna,były przyjemne,wręcz podniecające.Kiedy oderwałam się od pocałunków,zeszłam z Justina,chcąc wziąć gorącą kąpiel.
-ja po tobie-powiedział szatyn,kiedy ja wchodziłam do łazienki-albo,przyłącze się do ciebie-zaproponował,zamarłam,po czym odwróciłam się do chłopaka
-mowy nie ma!-krzyknęłam,przy czym,chwyciłam za klamkę,zamykając za sobą drzwi.Po wykąpaniu się,przebrałam się w czystą,piżamę,załatwiłam wszystkie sprawy związane z tym miejscem,kiedy wyszłam z łazienki,zostałam miło powitana,a raczej dziwnie
-hej babyy-powiedział zachrypniętym głosem,przeszły mnie ciarki,ale się ogarnęłam i zaczęłam się głośno śmiać,nagle chłopak wstał z łóżka,biorąc z szafki czyste bokserki,oraz białą koszulkę na ramiączkach-tylko nie śpij,kiedy przyjdę-powiedział mi uwodzicielsko do ucha
-niby czemu nie mam spać ?-spytałam,trzymając się za jedno biodro
-bo będzie mi smutno-powiedział robiąc smutną minkę,to było,bardzo słodkie,że aż sama zrobiłam tą minę-kocham cię-podarował mi całusa,znienacka,po czym wszedł do łazienki.Położyłam się wygodnie,na łóżko,wyciągnęłam telefon z torby,po czym grałam sobie w różne głupie gry,na telefonie,aż w końcu zrobiłam się senna-ile on tam siedzi ?-spytałam samą siebie,spojrzałam na zegarek-Justin,czy ty przypadkiem nie przesadzasz ?!-spytałam,ale nic nie odpowiedział,siedział w tej cholernej wannie,dwie i półgodziny,co za człowiek,wstałam z łóżka,kierując się do drzwi,zapukałam raz,potem dwa,aż za trzecim trzaskałam,chciałam otworzyć drzwi,jednak ten dupek,je zamknął-Justin!!-krzyknęłam
-Miley?,co ty,tak się drzesz?-spytał za drzwi,przewróciłam teatralnie oczami
-siedzisz,tam już dwie i półgodziny,chce mi się spać,a ty mi każesz czekać-zaczęłam się,żalić
-jeśli,kochasz,to poczekasz-powiedział,co za mężczyzna,ma bzika,czy co?
-ahhh!-syknęłam groźnie
-jak chcesz to wejdź-zaproponował
-po co?,jesteś ubrany ?-spytałam,dając mu dwa pytania
-tak,jestem,pogadać-powiedział,odpowiadając na dwa pytania,nagle drzwi się otworzyły,a w nich stał,Justin-sorry,włosy se układałem-zaśmiał się,drapiąc się po karku
-włosy?!,na noc?!,serio?!-zrobiłam gburowatą minę,nie mam zamiaru,patrzeć,jak układa swoje włosy,na noc,lol,położyłam się z powrotem,na łóżko,udając,że śpię
-obraziłaś się?-spytał,nie odpowiedziałam,mam w nosie,jego włosy,nagle drzwi od łazienki się zamknęły,co oznacza,że Justin,jest w pokoju,położył się na łóżku,obok mnie-śpisz?-spytał,i nic-obiecałaś-powiedział,zawiedziony-kotek,nie możesz spać-wymruczał mi do ucha,lekko przegryzając mój płatek ucha-ty tylko udajesz,czekałaś-powiedział,a jego ręce zeszły na moją talie,nie wiem,jak to zrobiłam,ale wyskoczyłam z łóżka,spadając na podłogę
-oww!-syknęłam głośno-głupi jesteś ?!-spytałam nerwowo
-no,mówiłem,że nie śpisz-powiedział zadowolony,po czym wstał,z łóżka kierując się do mnie,pomógł mi wstać
-dzięki-powiedziałam cicho
-proszę-zachichotał,odwróciłam się od niego,westchnęłam-nie jesteś zła ?-spytał
-nie-odpowiedziałam-ja tylko,nie wiem,sama,dziwnie się czuje,stojąc tu,z tobą-powiedziałam,nagła cisza-wiem,gadam głupoty,ale mówię,co myślę,sorry za szczerość-powiedziałam zakłopotana
-nie,ciesze się,że jesteś,taka odważna,podoba mi się,że jesteś taka szczera,ale musisz,przezwyciężyć jedną,rzecz,ja się nie umiem opamiętać-powiedział,podchodząc do mnie,po czym objął mnie od tyłu,nie wiem co mam myśleć,dziwnie się czuje,motylki w brzuchu,mnie dobiją,za każdym jego dotknięciem,jestem nieśmiała,co do takich,chwil z chłopakiem,jeszcze takiego,czegoś nie odczułam,gdy chodziłam z poprzednimi chłopcami,ale Justin chce bym się otworzyła-tak bardzo cię kocham,moja grzeczna dziewczynko-powiedział,a jego uścisk był bardziej odczuwalny,jestem grzeczna,taa,kujon,nie może tak być,gwałtownie wyrwałam się z jego uścisku,zbliżyłam się do jego warg,a z moich ust,wydobył się głośny oddech,cofnęłam się parę milimetrów i chwyciłam jego podkoszulek,przy czym rozdarłam go z całych sił,także podkoszulek szatyna był w połowie rozdarty,a jego klatka piersiowa była moim obiektem widzenia,podniosłam wzrok,na twarz Justina,był rozkojarzony,ale i zadowolony,sama jestem zaskoczona moją reakcją na jego słowa,zbliżyłam się do jego klatki i zaczęłam namiętnie całować jego tors,po czym nasze usta się złączyły,nasze języki walczyły z agresywnym podejściem o dominację,jego dłonie powoli zjechały po mojej tali,po chwili czułam jak lecę na łóżko,lecz szatyn nie rozłączył naszych ust,dalej darzyliśmy się agresywnymi pocałunkami,nasze usta szybko się rozłączyły,tak aby wziąć głęboki oddech,spojrzeliśmy na siebie,czułam na moich wargach jego nie równy oddech,który był bardzo szybki,jego i moja klatka piersiowa unosiła się szybkim tempem,objęłam dłońmi jego kark i wślizgnęłam się na jego uda,znów łącząc nasze usta,dłońmi objęłam jego twarz,a Justin wplątał dnie w moje włosy,po czym czułam,jak szatyn rozłączył nasze usta,uniosłam wyżej moją klatkę,a jego usta,pieściły moją szyję,moje powieki się zamknęły,czułam jak gorąco się robi i jak mi jest dobrze,czułam się jak w niebie,niee jego usta są niebem
Punktem widzenia Justina
Ona jest cudowna,nie szalona,tygrysica,moja,byłem zaskoczony jak moje słowa zadziałały na nią,tak impulsywnie,chciała mi pokazać,że nie jest taka,za jaką ją mam,ale ja specjalnie jej tak powiedziałem,chciałem widzieć jej reakcję,a takiej się nie spodziewałem,delektowałem się jej pocałunkami,całowała jak mistrzyni,co stawiało mojego przyjaciela,jej ciało,ocierało się o moje,nawet nie dostrzegłem,że jesteśmy cali mokszy,powiem szczerze jest gorąco,dziewczyna podniosła swoją klatkę piersiową,zbliżyłem się do jej szyi,a moje usta,namiętnie całowały jej miękką skórę,na co drżała,a jej oddech przyspieszył,jej palce przejeżdżały intensywnie po mojej linii włosów,po czym owinęła swoje ręce wokół mojego karku,a jej klatka piersiowa i głowa pochyliła się do tyłu,przy czym zamknęła oczy,gdy poczuła moje usta na jej linii piersiowej,moje usta unosiły się do góry,także cała jej szyja i broda,była pochłonięta moimi pocałunkami,moje dłonie pieściły jej pośladki,jej jęk wydobył się z jej ust,wiedziałem co mam robić,moje dłonie powoli wchodziły pod jej koszulkę,na co jej klatka piersiowa wróciła do dawnej pozycji,zatrzymała moje dłonie,na co spojrzałem na nią,nie wiedząc o co jej teraz chodzi,ale postanowiłem dalej wchodzić pod jej koszulkę
-niee!-krzyknęła i wyciągnęła moje dłonie spod jej bluzki
-słodka,co się stało?-spytałem
-jeszcze nie jestem gotowa-powiedziała i chciała zejść ze mnie,ale ją powstrzymałem,na co jej oczy spojrzały na mnie
-jesteś gotowa,zobacz co teraz było,nie czułaś tego?,jestem cały mokry,a to był dopiero początek-oznajmiłem,kurwa teraz ?,jestem taki napalony,a ona się wycofuje,nawet nie wie,jaka jest dobra
-proszę,poczekaj jeszcze trochę-poprosiła,westchnąłem
-kiedy?-spytałem
-kiedy,ja poproszę o ciebie-powiedziała,na co moje oczy się szeroko otworzyły,zawsze myślałem,że mężczyzna prosi o kobietę,ale podoba mi się to,tyle,że kiedy??,zwariuję....teraz to mnie napaliła,mój kolega,stoi jak tyczka,już był gotowy,a tu lipa
-okej,ale teraz idę do łazienki,mam swoje potrzeby-powiedziałem i ruszyłem do łazienki,to jest,takie niesprawiedliwe w łazience zrobiłem to co musiałem zrobić,kiedy skończyłem wróciłem do dziewczyny,ta jednak spała,jak można spać po takim czymś ?!,dziewczyno ty jesteś agresywną kocicą,nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy,ale przyznaj Justin,masz taką kobietę o której,każdy facet by marzył,położyłem się obok mojej dziewczyny,ta była odwrócona do mnie tyłem-zrobiłaś ze mnie lwa,a teraz to jestem zdechły,taki mały prezent,a tak wiele-powiedziałem sam do siebie,po czym zasnąłem
____________________________________________________
Witajcie,dzięki za komentarze :)
♥
teraz to was proszę o opinię,na temat rozdziału,jakie czuliście emocje itd... proszę to dla mnie ważne !! :)
zapraszam również na nowy zwiastun
Subskrybuj:
Posty (Atom)